wtorek, 23 sierpnia 2016

Wakacje po 7 latach

Po 7 latach bólu dupy, doczekałam się upragnionych wakacji.
Przez tyle lat, nigdzie razem nie wyjeżdżaliśmy.
Za nami 7 lat wyrzeczeń.



Raz jeden, jedyny właśnie 7 lat temu, gdy byliśmy jeszcze PRZED ślubem wyjechaliśmy nad morze do Dębek. Po lecie 2009 aż do teraz nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Nie było pieniędzy, nie było czasu, sytuacja była różna. Miałam niesamowity żal do męża o to. Nigdy nie oczekiwałam wyjazdów do hoteli, za granicę czy inne ciepłe kraje. Marzyłam o weekendzie w innym miejscu, chociaż tyle. Ale ZAWSZE było jakieś ALE!

Aż do teraz. Do ostatniej chwili nie wierzyłam, że uda nam się wyjechać. Wydawało się to kompletnie nie realne.... a jednak nie tym razem. Historyczna chwila nastąpiła. Gdzie więc wybyliśmy?

Do dyspozycji mieliśmy AŻ 4 dni w tym 3 noclegi. Śmierdziało malizną jak nie wiem. Byłam wściekła, że tak krótko. Z tych 4 dni mój mąż wisiał na telefonie przez 2,5 dnia... Tak, tak wkurwiało mnie to niemiłosiernie. Poza tym: Było fajnie!

Zastanawiałam się gdzie wyjechać... czasu mało a i pogoda w kratkę. Doszłam do wniosku, że szkoda mi czasu na podróż nad morze. Uparłam się na mazury i gospodarstwo agroturystyczne. Chciałam domowy, wiejski klimat, z dala od zgiełku miasta. Zbliżony do naszego. W końcu mąż znalazł miejsce docelowe: Agroturustyka Borowski Las Sorkwity. Gospodarze mają prawdziwe gospodarstwo z krowami, bykami, kurami i... końmi! Miejsce jest położone w pobliżu Mrągowa i Mikołajek co oczywiście wykorzystaliśmy. Dookoła są lasy w tym roku obfitujące w grzyby i czyste jezioro jakieś 200 metrów od domu. Lena codziennie jeździła na koniu Miłku :) My mieliśmy do dyspozycji apartament: sypialnia dla naszej 3 (Lena spała oddzielnie), kuchnię i łazienkę.



 
 
Poza tym jeździliśmy dookoła: jednego dnia byliśmy na rybach i grzybach, następnego rower wodny i Mrągowo, kolejnego Mikołajki i basen a ostatniego dnia w parku dzikich zwierząt w Kadzidłowie. Krótko ale intensywnie. I jak się okazało zarówno dla M jak i Leny wystarczająco. Moje Bąki nie lubią wybywać poza dom i dla nich to były AŻ 4 dni i chcieli wracać... A mi było mało ;)
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mimo to przebywanie w lesie, zbieranie grzybów i ogólne obcowanie z naturą zadziałało na mnie bardzo pozytywnie. Nawet znalazłam chwilę na czytanie książki... Wróciłam do domu zmęczona ale następnego dnia odkryłam, że mam mnóstwo energii i CHCE MI SIĘ WSZYSTKIEGO!

 
 
 
 
 
 
Takiego kopniaka energetycznego nie miałam od dawna. Wróciły chęci, siła i MOC do życia! Niesamowicie się czuję. Złapałam POWERA i boję się, żeby zaraz nie poszedł w siną dal. W domu nie mogę usiedzieć w miejscu, ciągle się kręcę i COŚ robię. Chodzę spać ok 22, wstaję rano bez trudności. Bezsilność, bezradność i wyczerpanie poszły w cholerę. Lena też wróciła do normy. Jest szczęśliwa i w końcu po tygodniach darcia jest spokojna. W końcu i Ona doczekała się wspólnych wakacji z Mamą i Tatą. Do tej pory wyjeżdżałyśmy we dwie do mojej Sis... I to nie było to samo co całą rodziną, tylko nasza Trójka. Przez tyle lat zawsze było coś ważniejsze niż wyjazd. Budowa domu to ogromne wyrzeczenia. Nigdy nie szaleliśmy z zakupami i wszelkiego rodzaju wydatkami. Zawsze był przelicznik, że w cenie wyjazdu jest coś bardziej potrzebne. Teraz też nie ma lekko. Ale za nami 4 dni wakacji! :)



2 komentarze:

  1. Ja tez uwazam, ze wakacje to najlepsza rzecz dla matki!!!
    Super, ze udalo sie wam razem wyjechac- zasluzyliscie na to!!!

    OdpowiedzUsuń