środa, 17 sierpnia 2016

Z trzeźwej perspektywy

Alkoholizm to choroba śmiertelna.
Czy to nałóg zabija człowieka?
Czy jeśli bliska mi osoba jest chora to czy ja mam za wszelką cenę ratować ją?
Nie.

Zaczyna się niewinnie. Szum w głowie, plączący się język, chwiejny krok... Kiedy jest ten kluczowy moment, niewidzialna granica między nadużyciem a nałogiem? Wtedy, gdy na siłę szukamy tzw. "okazji". To również wtedy, gdy nie umiemy sobie powiedzieć stop, tylko pijemy dotąd dokąd już nie możemy więcej. 

Alkoholizm to choroba, nałóg któremu człowiek bezwiednie się poddaje. Ale to nie alkohol odbiera władzę człowiekowi. Wkurza mnie stwierdzenie: "nałóg go zabił". Nie! Jeśli człowiek umiera w oparach alkoholu, to nie %%% go zabiły a on sam. 

Gdy osoba choruje na alkoholizm, to chorują jego bliscy. Bliscy są współuzależnieni. Swoje życie podporządkowują pod osobę chorą. Współuzależnienie jest tak samo chore jak sam alkoholizm i niesie ze sobą więcej szkody niż pożytku.

Jak zatem "pomóc" osobie chorej? Proponując leczenie. Wiem, że to jest walka z wiatrakami. Nie warto poświęcać swojego życia pijakowi. Na tym wszyscy cierpią. Jeśli chora osoba, odmawia leczenia to nie ma sensu tracić swojego czasu i zdrowia. Alkoholik musi chcieć ratunku, a zazwyczaj wypiera się i woli dalej żyć pod dyktando choroby. To alkoholik wybiera nałóg a nie rodzinę. Nałóg sam do człowieka nie przychodzi.

Jeśli człowiek, nie potrafi odmówić wypicia alkoholu to ma problem. 

Zauważyłam, że wielu ludzi na trzeźwo nie pozwala sobie na wiele normalnych zachowań. Mężczyźni do rozmowy potrzebują kielicha lub piwa. Albo bawią się tylko w stanie upojenia alkoholowego... Za chęcią wypicia najczęściej kryją się: niskie poczucie własnej wartości, kompleksy, brak pewności siebie czy chęć "utopienia" swoich problemów. 

Ktoś, kto umiera będąc alkoholikiem sam się do tego doprowadza. Nie istnieje żadna osoba ani sytuacja, która jest odpowiedzialna za śmierć alkoholika. Tak samo za samą chorobę, odpowiada tylko i wyłącznie alkoholik. Alkoholikami stają się osoby słabe psychicznie, które nie radzą sobie z codziennością i... samym sobą. To są ludzie, którzy nie potrafią stanąć przed samym sobą. 

Moja sąsiadka, alkoholiczka zawsze mówi, że "X mnie wkurwił, to se pochleje".

Nie mogę całkiem przekreślić alkoholu. Można wypić sobie od czasu do czasu, pobawić się ale nie co tydzień ani codziennie... Trzeba nauczyć się żyć na trzeźwo. Rozwiązywać swoje problemy na trzeźwo i budować sobie swoją siłę.

Mój Ojciec pił dotąd aż umarł. To On wybrał nałóg a nie rodzinę. I jak widzę ilość alkoholu wlewaną w siebie przez ludzi, którzy mają dzieci, żony... to mam ochotę podejść i chlusnąć tym pełnym kieliszkiem w gębę. Brak umiaru to słabość.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz