wtorek, 6 września 2016

Oszukać geny


Czasami jestem już zmęczona ciągłą pracą nad sobą.
Moja samoświadomość siebie czasem dobija.
Być może nigdy nie stanę się spokojna.
Być może nigdy nie będę w stanie panować nad sobą.
Być może wzburzanie się mam w genach.
I choćbym nie wiem jak bardzo się starała,
Nie pozbędę się tego.



Ogólnie mam wrażenie, że istnieje we mnie pewna kumulacja. Sprzężenie zaburzenia ADHD i syndromu DDA w jednej osobie. Impulsywność, nerwowość, błyskawiczne wyprowadzanie z równowagi i bardzo długi powrót do normalności. Wieloletnia nerwica i zespół stresu pourazowego. I do tego choroby... Bo przecież wszystko to co napisałam wyżej musi znaleźć gdzieś lokalizację i ujście. Kumulowanie w sobie emocji zawsze odbija się czkawką. 

Nie jestem w stanie szukać więcej źródeł a im jestem starsza tym bardziej świadoma siebie. Czasem mnie to dobija. Zamiast pozbywać i zrzucać z siebie bagaż i nadmiar dolegliwości one potęgują i mnożą się. Funkcjonuję w posranych schematach i mam durne mechanizmy obronne których nijak nie potrafię z siebie wyrzucić. 

Nie lubię siebie w wielu momentach, chwilach, sytuacjach... i czasie. 

Ostatnio dochodzę do wniosku, że nie ma sensu dalsze szarpanie się ze sobą. Przez niemal 10 lat przewinęłam się przez wiele gabinetów psychologicznych i mam już dość. Chciałabym wreszcie zacząć żyć i przestać skupiać się na tym, że jestem niedoskonała...

Gdy kilka miesięcy temu opuszczałam własną strefę komfortu postanowiłam ostatecznie zmierzyć się ze sobą i z chorobą. Teraz gdy staje na nogi i wracam do jako takiej równowagi stwierdzam, że nadeszła pora by zamknąć za sobą kolejne drzwi i zrobić wreszcie milowy krok naprzód.
 
 

Wariactwo i narwanie mam w genach. Upewniłam się w tym przekonaniu po ostatniej wizycie u Dziadka... Po tym spotkaniu byłam przerażona przez kilka dni. W głowie mojej huczała myśl, że jedyna rzecz której najbardziej pragnę to taka aby żyć inaczej i nie doprowadzić siebie do takiego stanu. O tym samym myślałam po śmierci mojego Ojca...  

Jak mam oszukać własne geny? Szukając wsparcia i opierając się na fachowej pomocy zamiast wyżywać się na swoich bliskich. Zamiast popadać w nałogi - zmienić tryb i styl życia. Nauczyć się żyć inaczej czyli nie powielać wszystkich posranych schematów. To właśnie opuszczenie własnej strefy komfortu pozwoliło mi skonfrontować siebie przed samą sobą. Nie byłam i nie jestem zadowolona z tego co zobaczyłam i wciąż widzę. 

Ale czy w życiu chodzi o to by zmieniać siebie w 100%? A może z otrzymanego "spadku" po przodkach zrobić użytek i wreszcie osiągnąć w życiu cokolwiek. Po co żyć w autodestrukcji i niszczyć życie swoim bliskim. Jeśli jestem wybuchową choleryczką to nie zmienię się we flegmatyczkę. Jak miałabym oszukać samą siebie? 

Noszę w sobie mnóstwo sprzeczności. Jestem rozdarta, krzyczę z byle powodu, od zawsze. A gdzie tkwi paradoks? W domu w którym się wychowałam nie było krzyków. W moim otoczeniu nikt nie krzyczał oprócz mnie. Drę mordę od urodzenia. Nie znoszę tego u siebie a jednocześnie nie potrafię nad tym panować. Żyję pod ciągłą presją "bo krzyczę". Próbowałam już mnóstwa metod i sposobów...  niewiele mi zostało jeszcze do wypróbowania...


2 komentarze:

  1. No, choleryka raczej nie zmienisz...moj tesc byl cholerykiem i dobrze wiem o czym mowisz. Mam tak samo wujka choleryka-jego sposob : pokryzczec, pokrzyczec a na koniec sie sfochowac-a potem wszystkich przeprosic. Ciotka juz sie przywyczaila i po prostu tak ogarnia rzeczywistosc by on sie jak najmniej denerwowal (a jak juz naprawde za duzo krzyczy - to ona po prostu wychodzi z domu).
    Ja na twoim miejscu przestalabym szukac juz pomocy u psychologow - i znalazla sposob na wyzycie sie. Ja tez przy dzieciach aniolem nie jestem...potem przepraszam..i caly czas szukam sposobu na wyzycie sie...(u mnie jak na razie dziala: tanczenie, joga, rower, spacer samotny)...

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejcium ZONO!!. Ile to juz lat minęło. Czytałam cie bardzo dlugo potem jakos przestalam wchodzić na blogi a tu dzis przez przypadek znowu do Ciebie trafiłam. Czuje sie jakbym wrócili do czasów dzieciństwa. Szybko zapisuje w ulubionych i bede podczytywac juz zawsze bo kocham twój blog. Pozdrawiam Karolina;)

    OdpowiedzUsuń