piątek, 30 września 2016

Szczęśliwa NUDA

To będzie wyjątkowy post.
Takie zdarzają się jedne na milion.
No może nie na milion...
W moim życiu zapanowała szczęśliwa NUDA!


Nie piszę, bo napawam się tym co teraz mam. To wyjątkowy czas. Zachodzę w głowę, że to sen i zaraz się obudzę... 

W relacji z moim mężem panuje istna SIELANKA. To taka nasza sielanka, w naszym stylu. Nie krzyczymy, nie unosimy się... no szok w trampkach. Nie wygraliśmy w totka, problemów nam nie ubywa ale łatwiej wszystko znieść gdy między nami jest dobrze. 

Lena zaprogramowała się na bycie "grzeczną" w przedszkolu. Te usilne starania wywołują w niej wewnętrzny konflikt, więc drze się w domu coby równowaga w przyrodzie była zachowana. I to wcale nie jest takie straszne jak kiedyś. Mam w sobie dużo siły by podejmować się współpracy z nią. Razem z mężem bez walki staramy się, by się nie nakręcać w newralgicznych momentach. 

W moim życiu zawodowym nadchodzą ZMIANY. Na razie nic więcej nie powiem. Będzie grubo ;) Wszystko będzie się rozwijać w najbliższych tygodniach i miesiącach. "Sprawa" jest w stanie raczkującym, więc prace nad - pracą - dopiero kiełkują.

Zdaję sobie sprawę z tego, że obecna CISZA to cisza przed burzą. Jestem w stanie równowagi przejściowej, więc ładuję akumulatory na zapas. Dużo odpoczywam i funkcjonuję bezstresowo tzw. SLOW LIFE. Zwalczyłam ostatnią infekcję wirusową dzięki akupunkturze, bańkom lekarskim, herbacie z kurkumy i imbiru oraz rosołowi wg kuchni 5 przemian.

Poza tym mam wokół siebie dobre osoby z którymi wspaniale jest wymieniać nawzajem dobrą energię. Spędziłam ostatnio całą noc w babskim gronie i nie była to zakrapiana alkoholem impreza tylko szczere pogaduchy. Można było podzielić się swoim doświadczeniem, wiedzą i dać wsparcie. Jesteśmy do siebie podobne, znamy się od paru lat i udało nam się otworzyć wspólnie i zaufać - mimo różnych trudnych doświadczeń w relacjach między kobietami. Czasami na dobrą znajomość trzeba czekać latami... ;)

Piszę o tym wszystkim po to, by zatrzymać ten czas. Ku pamięci!  To bezcenny etap w życiu i najprawdopodobniej jedyny jak dotąd, w którym panuje taki spokój. Niemożliwe stało się możliwe, nawet jeśli to zaraz minie i zacznie się kolejna hardcorowa jazda...

O ile na co dzień zdrowa dieta weszła mi w nawyk, to mam ogromny dystans do odżywiania. Więc czasami pozwalam sobie na odskocznię... jak np. "wshisky" i "cygaro" ;)





2 komentarze:

  1. Aniu! tak trzymaj! serdecznie Was pozdrawiam Lenkę całuję po babcinemu!

    Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń
  2. No i super. Pozazdrościć tylko takiej nudy. Pożycz troche co???;) pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń