piątek, 7 października 2016

Stawianie granic

Będąc Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej z problemem Alkoholowym, 
musiałam nauczyć się niezwykle ważnej umiejętności: STAWIANIA GRANIC.
Wychodząc z rodziny dysfunkcyjnej noszę w sobie niskie poczucie własnej wartości a to równa się nieumiejętności stawiania granic.
Bywa tak, że z rodzicem dysfunkcyjnym łączy mnie niewidzialna nić współuzależnienia, która nie pozwala mi na stawianie granic.
Ta nieumiejętność towarzyszy mi w relacjach z pozostałymi ludźmi.



Jeśli chcę być szczęśliwa to nie mogę wdawać się w relacje z toksycznymi osobami. Nie mogę pozwalać na to by ktoś mnie gnębił czy znęcał się nade mną psychicznie/fizycznie. Lata spędzone w dysfunkcji sprawiają, że potem wybieram ludzi wokół siebie podobnych do tych z którymi się wychowywałam. Dysfunkcyjną atmosferę buduje wokół siebie mimowolnie i nieświadomie. Wydaje mi się, że tak być powinno a to dlatego, że nie znam innego otoczenia.  

Na tę zależność składa się również zespół stresów pourazowych - który dotyczy niemal każdego, kto doświadczył trudnego dzieciństwa. Późniejsze wchodzenie w konflikty ma służyć głównie temu, by tworzyć wokół siebie nerwową atmosferę, tylko dlatego że inaczej człowiek nie potrafi funkcjonować. 

Osiągnięcie spokoju było bardzo trudnym celem do realizacji. Mając stabilizację, dom i pełną rodzinę nie potrafiłam spokojnie funkcjonować. Celowo wywoływałam konflikty w domu tylko po to by tworzyć nerwową atmosferę, w której byłam wychowywana jako dziecko. Napięcie i stres towarzyszący przed laty ciągnął się za mną aż do teraz. O ile dawniej to otoczenie budowało wokół mnie taką atmosferę, o tyle później ja sama odtwarzałam tym podobną.

Aby móc budować nowy świat w spokoju, ładzie i składzie niezbędna jest umiejętność stawiania granic. Dawniej wpływ na mnie miało otoczenie, do czasu aż role się odwróciły i to ja zaczęłam ustalać zasady relacji między mną a otoczeniem. Dlatego w późniejszych latach nastoletnich, gdy utrzymywałam regularny kontakt z ojcem alkoholikiem, On już nie miał na mnie żadnego wpływu. To dlatego, że stawiałam ojcu granice których nie miał prawa przekroczyć. To były granice z korzyścią dla mnie, które wtedy uznawałam za najlepsze. 

Najtrudniej było mi stawiać granice moim ówczesnym znajomym. Dopiero po latach najlepszym wyjściem dla mnie okazało się zerwanie kontaktów i odcięcie się od toksycznego towarzystwa. Tak samo z moim rodzicem alkoholikiem. Mimo kilku lat w trzeźwości, ojciec wrócił do picia a ja nie miałam zamiaru mu towarzyszyć i ponownie nasz kontakt zerwałam. 

I jeśli wtedy wydawało mi się, że to koniec z takimi historiami to wiele jeszcze było przede mną. Przyszedł taki moment, gdy znowu musiałam stanąć w obliczu alkoholizmu. Tym razem nie dotyczył on bezpośrednio mnie samej ale moich najbliższych. Przeprowadziłam żmudną batalie o ustawienie konkretnych granic i udało się. Dzięki mojej sile i zaparciu dziś nikt z moich bliskich nie jest uczestnikiem czyjegokolwiek alkoholizmu. 

Teraz z pełną świadomością mogę stwierdzić, że żyję w zupełnie innym otoczeniu niż lata temu. Zbudowałam nowe otoczenie ze spokojniejszą atmosferą. Przeszłam przez ataki paniki, zaostrzenie nerwicy lękowej będącej następstwem zespołu stresu pourazowego... A teraz? Nie stanowię punktu zapalnego nerwowych sytuacji ani mój mąż. Jeszcze Dziecko musimy wysłać do "naprawy" i będziemy idealni. Kurwa mać. To dopiero będzie nuda!


2 komentarze:

  1. Taka nuda to na wagę złota. Trzymam kciuki u gory. Wszystko idzie w dobra srone. Tylko pozazdrościć samozaparcia;) pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam od dechy do dechy. Masz niesamowitą świadomość siebie i widać, że wiele w życiu doświadczyłaś i przepracowałaś. Gratulacje i trzymam kciuki za kolejne lata!

    OdpowiedzUsuń