wtorek, 25 października 2016

Trzeźwy rodzic

Dla niektórych życie to wieczna impreza.
Alkohol leje się niezależnie od codzienności.


Wydaje się, że gdy człowiek zakłada rodzinę to "ogarnia się". Niektórzy twierdzą, że nie są zbyt dojrzali by współtworzyć rodzinę. Młodość rządzi się własnymi prawami. Zwłaszcza w okresie dojrzewania, gdy zazwyczaj pojawia się ten pierwszy raz z alkoholem. Młodzi ludzie piją. Nadużywają alkoholu - oczywiście nie wszyscy. Nieliczni siedzą cicho, robią swoje i obserwują imprezowych kolegów.

Potem, gdy wkracza wczesna młodość jest podobnie. Z tym, że trunek przestaje być zakazanym owocem a staje się czymś co po prostu wolno spożywać. Wiadomo, że nie każdy z czasem "ogarnia się". Niektórym nadużywanie zostaje na zawsze a kolejni uzależniają się. Odpowiedzialność za swoje zachowanie, która powinna pojawić się wraz z wkroczeniem w dorosłość, bywa bardzo trudnym zadaniem. Odpowiedzialność za własne czyny i słowa. Konsekwencje własnych wyborów - gdy już rodzice nie wstawią się za dzieckiem, bo jesteś dorosły.
Beztroska kończy się mimowolnie. Mówią, że wtedy wielu rzeczy już "nie wypada" i powinno się dorosnąć/wyrosnąć. Seks to przyjemność, której konsekwencją jest własne dziecko. A opieka i wychowanie dziecka to trudna sztuka. Tak jak partnerstwo... Dorosłe życie bez kurateli rodziców staje się nagle trudne. Trzeba zarobić i utrzymać nie tylko siebie. Nie każdy ma rodziców, którzy dają kieszonkowe do końca swoich dni.

Wszystko wskazuje, że lata imprez mam za sobą. Teraz śmieję się sama do siebie. Starannie przechowuje przebłyski wspomnień z tamtych czasów. Ostatnio właśnie odkryłam, że nie mam potrzeby odreagowania. Wolę we własnym domu sięgnąć po kieliszek wina czy małą szklankę piwa. I nie po to by poczuć kręćka w głowie, nie po to żeby się dobrze bawić.

Zwyczajnie nie chcę aby moje dziecko było świadkiem upitej matki i ojca. Wiem, że kolejnego dnia nie mogę być na kacu, bo mam obowiązki, z których codziennie jestem rozliczana. Potrzeba odreagowania minęła wraz z napięciem nerwowym. Nawet jeśli się zdenerwuję, to potrafię uspokoić się prędzej niż później i nie wymaga to odreagowania czy wyżycia się na kimkolwiek.
Zmiana trybu życia to też zmiana stylu życia. Zmieniły się moje potrzeby a ja już nie truję tak swojego organizmu jak dawniej. Nikomu nie robię na złość, bo wyzbyłam się wewnętrznej złości i gniewu.

Za wszelką cenę chcę dać mojemu Dziecku dzieciństwo inne, od tego które miałam ja. Nie daję rady ze wszystkim, więc jeśli mam wpływ na cokolwiek to to zmieniam. Kiedy byłam w wieku Leny moja matka też chorowała. Pamiętam własny strach o jej życie. Dlatego zdaję sobie sprawę z tego, co przeżywa moja Córka. Nie udaję przed nią i nie ukrywam choroby. Lena wie, że mama chodzi na pijawki a raz nawet była ze mną na akupunkturze. Uświadamianie Leny bardzo jej służy. Tłumaczymy jej tyle ile trzeba a dzięki temu jest spokojniejsza. Mam jobla na punkcie poczucia bezpieczeństwa. Podstawą do tego jest mój spokój. Z matki furiatki przeistaczam się w kochającą i wyrozumiałą matkę. I nie, nie dążę do ideału. Dążę do bycia lepszą. Chcę być lepszym rodzicem niż mój ojciec, babka, dziadek...

Bycie dzieckiem pijanego rodzica nie stanowi żadnego wytłumaczenia. Nie ma usprawiedliwienia dla byciem pijącym rodzicem. Czy moje dziecko obchodzi moje posrane dzieciństwo? Ni chuja. Dla niej najważniejsza jest moja trzeźwość. Ona ma w dupie to czy jej dziadek pił, gdy ja byłam dzieckiem. Ona nie ma o tym bladego pojęcia. Więc czy ja mam jej fundować to samo tylko dlatego, że ja to przeżyłam? Wystarczy, że ma matkę z ADHD - nie narzeka na nudę.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz