wtorek, 15 listopada 2016

Co endometrioza potrafi zabrać?

Endometrioza nie jest chorobą powszechnie znaną.
Zapewne dlatego, że nie jest śmiertelna...
I dotyczy kobiet.
Kobiece choroby - to tematy tabu.
A endometrioza niszczy nie tylko płodność...



Żniwa jakie zbiera endometrioza są zatrważające. Od dyskomfortu codziennego, przez niepłodność, po niemożność pracowania i rozpadające się związki. Bardzo trudno jest o zrozumienie dla kobiety chorującej na endometriozę. Dlaczego tak jest? Bo ludziom nie mieści się w głowach, że można tak bardzo cierpieć. Ludzi wkurwia osoba, która przewlekle cierpi. Nie żyjemy w empatycznym społeczeństwie a o endometriozie nawet lekarze niewiele potrafią wiedzieć. Irytuje w pobliżu ktoś, kto jest bezsilny w swoim cierpieniu. Pracodawcy oczekują od swoich pracowników nie tyle dyspozycyjności co pełnej sprawności. Endometrioza odbiera sprawność...

Od ciężkich bóli przy okresie, bóli tak okrutnych, że doprowadzających do nieprzytomności. Miliony razy wyłam w łóżku w bólach tak okrutnych, że chciałam umrzeć. Nienawidziłam mojego ciała, organizmu, macicy i całej kobiecości. Nie mogłam zrozumieć dlaczego bycie kobietą jest dla mnie tak bardzo okrutne.

Od lutego tego roku nie pracuję. Dlaczego? Ponieważ endometrioza pokrzyżowała po raz kolejny moje plany. Najpierw walczyłam o pracę na 1/2 etatu, ponieważ choroba nie dawała mi szans na pełen etat. Potem nawet te 1/2 stało się niemożliwe... Dlaczego? Ponieważ mnie brzuch nie bolał przez jeden dzień ale tygodnie i miesiące. Mój organizm był totalnie wyczerpany, w ruinie... Cały czas podnoszę się do pionu niejednokrotnie obchodząc się z sobą jak z jajkiem. Nie ma mowy abym kiedykolwiek wróciła do pracy fizycznej. Sprzątanie domu to dla mnie wyzwanie, które muszę dzielić na raty. Każdy większy wysiłek fizyczny to dla mojego organizmu wyrzut cierpienia, bezsilności i koszmarnych bóli.

Nie jestem jedyna w takiej sytuacji. Zdajecie sobie sprawę, że na świecie kobiety z powodu cierpienia jakie daje endometrioza popełniają samobójstwa? Przeczytacie o tym m.in. tutaj Psychika wieloletnim, nie do w wytrzymania cierpieniem wysiada. Kobiety z endometriozą jednocześnie cierpią na depresje i różnego rodzaju nerwice. A wokół nich nie ma specjalistów, którzy są w stanie pomóc. Najpierw odrzuca je otoczenie, bliscy popadają w bezsilność i bezradność a lekarze rozkładają ręce... A endometrioza ma się "dobrze" i dalej sieje spustoszenie w organizmie.

Do dnia dzisiejszego lekarze nie są w stanie wskazać konkretnej przyczyny tej choroby. Endometrioza wciąż jawi się jako tajemnicza choroba, która dotyczy zaledwie odsetek kobiet. Leczenie tej choroby to jakaś porażka. Żadne hormony i operacje nie leczą. A kobieta dalej tkwi w swoim cierpieniu, sama...

Bo endometrioza to też samotność. Nie każdy partner jest w stanie znieść życie u boku cierpiącej kobiety. Moje małżeństwo też zaliczyło wiele upadków na tle endometriozy. Bardzo trudno było wtedy, gdy choroba stanowiła źródło cierpień podczas naszych zbliżeń. Moja psychika nie dawała rady.

Szukanie ratunku to jedno, gorzej z jego odnalezieniem. Endometrioza to choroba wymagająca, która moje życie najpierw podporządkowała a następnie wywróciła do góry nogami. Nie mogłam dalej żyć w cieniu choroby. Nie mogłam dalej bezwiednie się jej poddawać i udawać że mogę żyć normalnie. Chcąc nie chcąc - wyboru nie miałam, postanowiłam wszystko zmienić. Endometrioza wbrew pozorom to choroba całego ciała i duszy. Z czasem boli niemal wszystko... Dlatego przeżyłam niemałe zaskoczenie, gdy wprowadzając zmiany w swoim odżywianiu zaczęłam odczuwać poprawę wielu dolegliwości, z których nie do końca zdawałam sobie sprawę. Mój organizm jest szczęśliwy, że nareszcie odżywianie traktuje jak dobre paliwo i nie ładuję w siebie tego co mam pod ręką.

Endometrioza odbiera płodność, radość z życia codziennego, pracę, związki... Wszystko.

Czy ja jestem szczęśliwa?
A czy w przeszłości byłam?

Nie byłam szczęśliwa. Szczęścia uczę się tu i teraz. Zaczynam od szczęścia z samą sobą - najtrudniejsze ale stanowi jedyny klucz do sukcesu. Wyzbyć się nienawiści do siebie, do swojej kobiecości... Emocje, myśli, uczucia tym też karmimy nasz umysł, duszę i ciało. Tu wszystko się zaczyna w naszej głowie. Ciało wysyła tylko sygnał.

Chciałabym pracować, chciałabym realizować to o czym zawsze marzyłam a co choroba mi po drodze odebrała. Jednak żeby móc pracować trzeba mieć siłę i zdrowie. Dodatkowo ja potrzebuję wyrozumiałego pracodawcę. Czy to możliwe?

Wpis napisałam w ramach akcji #nieplodnosciniewidac





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz