środa, 9 listopada 2016

Jedzenie inwestycją w zdrowie


Dziś mija dokładnie 8 miesięcy odkąd zmieniłam diametralnie swoje odżywianie.
Zdarza mi się zboczyć z drogi, czyli sięgnąć po zakazany owoc.
Mimo to nowe nawyki stały się codziennością.
O ile te kilka miesięcy temu wydawało mi się niemożliwe.
O tyle dziś wiem, że niemożliwe nie istnieje.
Dlatego przede mną kolejne zmiany!



Najbardziej pospolita wymówka świata pt: "Nie mam czasu" - gotować, jest tylko i wyłącznie oznaką lenistwa. Jeśli masz czas na chorowanie, to znajdziesz czas na gotowanie. Zmiany w żywieniu nie wymagają codziennego stania w garach - to jest MIT! Nie musisz przygotowywać każdego posiłku na bieżąco. Wystarczy dobra organizacja, odpowiednie produkty i jedziesz dalej. 

Poza chlebem, nabiałem i mięsem wieprzowym - też jest jedzenie! I to całe mnóstwo jedzenia. Wciąż poznaję nowe smaki. Zupa z pieczonej dyni to mój hit w ostatnim czasie, robię ją co tydzień. Burgery wegańskie też robię z zapasem na kilka dni.  Poza tym im prościej gotujesz tym lepiej, zdrowiej. Wcale nie trzeba miliona składników z dupy i stać w garach godzinami. 

Jesteś tym co jesz.

No niestety to prawda. Niestety my Polacy mamy fatalne nawyki żywieniowe i ten fakt stwierdziła lekarka, którą spotkałam na swojej drodze ku zdrowiu. Gluten niszczy jelita, nabiał przyczynia się do stanów zapalnych i zaflegmia organizm, mięso czerwone też działa pro zapalnie. To tylko kilka faktów, które prędzej czy później dają o sobie znać. Tak jest w przypadku większości chorób w tym tych o podłożu autoimmunologicznym. 

Jedzenie może być Twoim wrogiem, trucizną przez którą organizm choruje. Jedzeniem możemy manipulować naszym organizmem. Odżywianie może być wrogiem ale również przyjacielem. To akurat zależy tylko i wyłącznie od nas samych. 

Problem tkwi w naszych nawykach i przekonaniach. To tylko nawyk sprawia, że sięgamy po kanapki a przekonania nas utrzymują w tym, że inaczej się nie da. 

O ile potrafimy być uparci w swoim stylu ubierania to znacznie gorzej idzie nam z odżywianiem. Otoczenie reaguje ostracyzmem na nasze zmiany. Nawet nasze chęci spotykają się z brakiem aprobaty... Bo jak to? Odżywianie to temat drażliwy jak polityka i wychowanie dzieci. O jednym strach mówić do drugiego "najlepiej" się nie wtrącać.

Więc ja się pytam: a gdzie w tym jest zdrowie? Czy zdajesz sobie sprawę z tego co jesz i jaki ma to wpływ na Twoje zdrowie, samopoczucie i nastrój? Po co się nad tym zastanawiać? Najprościej zapchać głód kanapką i nie myśleć.

Po co zastanawiać się nad przyczyną bólu? Jak pójdziesz do lekarza, to dostaniesz tabletki, na objawy. Dla lekarza zdrowy pacjent to brak kasy. Biznes jest biznes.
Od kilku miesięcy zwalczam wszelkie infekcje wirusowe naturalnymi sposobami i to działa! Ostatni antybiotyk miałam po operacji w dodatku w końskiej dawce. Moja odporność spadła na łeb i szyję. Ratowałam się wszystkim co naturalne, sprytnie omijając gabinet lekarki rodzinnej. Kiedy lekarz mi mówił o odżywianiu? Przed operacjami i przy grypie żołądkowej. Poza tym nic, 0 informacji na temat tego co jem. Najlepsza recepta? Faszerka chemią z apteki.

Zmiana odżywiania zaczyna się w naszej głowie. Dieta nie może trwać chwilę, jeśli się czegoś podejmujemy to na serio. Tu nie ma żartów. Przekonałam się na swoim organizmie... Gdy odstawiłam gluten a za jakiś czas sięgałam po kanapki... cierpiałam okrutnie, moje jelita wołały o pomstę do nieba!

W międzyczasie wyprowadziłam na prostą naszą domową kuchnię, na czym korzystamy wszyscy. I na prawdę nie chorujemy tak często jak dawniej. Moje Dziecko suplementuję witaminą D i tranem w kapsułkach. Jedynie mąż się stawia ale jemu stawiam bańki lekarskie przy infekcjach działają.

I wiecie co? Mogłabym zacząć pisać o tym co jem każdego dnia, podawać przepisy na dania, mikstury... i czasem to robię. Jednak nie będę podawać Wam wszystkiego na tacy. Nie zmienię bloga w poradnik pt: "Jak żyć zdrowo", takich jest mnóstwo w sieci. Poświęcam swój czas na grzebanie i szukanie informacji i Wam też to polecam. Jestem zdana na siebie a to co działa na mnie nie musi działać na Was. Po prostu szukajcie, bo dziś w internecie znajdziecie niemal wszystko. Nie jestem pierwsza.

Przeprowadziłam setki rozmów na temat tego co robię. Do tej pory po tylu miesiącach niemal każdy słucha mnie jak wariatki. Dlatego przestałam, doprawdy nie obchodzi mnie co Ty jesz. Chcesz? Mogę Ci podpowiedzieć cokolwiek ale nie odwalę całej roboty za Ciebie. To Twoje zdrowie, ja walczę o swoje własne.

Jedząc inwestujesz w swoje zdrowie. Jeśli żresz śmieci, to nie oczekuj dobrego samopoczucia i końskiego zdrowia. Chorujesz? Zastanów się nad tym co ląduje w Twoim żołądku.


1 komentarz:

  1. Zmieniłam swój sposób odżywiania jakieś 2 lata temu. Nawet nie próbowałam nikomu tłumaczyć czemu nie jem jajek, mleka, kasz, ryżu i zbóż. Wiem, że patrzyliby na mnie jak na wariatkę ;). Dzisiaj z przyjemnością słucham siostry, która sama przechodzi moją drogę :). A jeszcze dwa lata temu wzięłaby mnie za oszołoma :D.

    OdpowiedzUsuń