sobota, 12 listopada 2016

Z trzeźwej perspektywy

Ucieczka w alkohol niczego nie rozwiąże.
Alkohol rujnuje życie.
Rujnuje życie nie tylko pijącego, ale też jego bliskich.



Alkoholizm to okropna choroba, wie o tym każdy kto doświadczył jej jakkolwiek ze swojej perspektywy. Zazwyczaj bywa tak, że jedna część dzieci alkoholików idzie w ślady pijących rodziców a druga część gardzi alkoholem, unikając go jak ognia. 

Newralgicznym momentem życia jest okres nastoletni, kiedy młody człowiek zaczyna eksperymenty z używkami. To jak potoczy się wszystko dalej zależy od nas samych. W ostatnich 2 latach alkohol zebrał spore żniwo wśród moich dawnych znajomych... A kiedyś wszystko wydawało się takie beztroskie...

O tym, że alkoholizm jest jednostką chorobową uświadomiłam sobie na studiach i terapii DDA. Mój Ojciec nie żyje, bo był alkoholikiem. Moi dawni umierają, bo piją. Nie da się przejść obok obojętnie. 10 lat temu gdy kończyłam liceum, miałam to wszystko w dupie. Miałam posrane życie, marnych znajomych ale lepsi tacy niż żadni. Siedziałam na gównianym kwadracie i byłam nieszczęśliwa. Imprezy były moją odskocznią. Ale to się skończyło. Dziś nie bywam na imprezach a upijam się alkoholem 2-3 x w roku. Wtedy nie potrzebuję imprezy poza domem. Po prostu tańczę tam, gdzie akurat jestem i piję. Na co dzień żyję w trzeźwości i ten stan bardzo mi odpowiada. Gdy wybieram się na spotkanie towarzyskie, to biorę auto. Nie znoszę mieć kaca. Wystarczy mi te 2-3 x w roku, wtedy przypominam sobie czym jest ten parszywy stan. Na kacu życie jest podłe. 

Będąc Matką jestem na ciągłym dyżurze. Moje Dziecko potrzebuje mnie najtrzeźwiejszej na świecie. Nie wyobrażam sobie, sytuacji w której miałabym czytać Dziecku bajkę na dobranoc ziejąc alkoholem. Alkoholizm to bardzo egoistyczna choroba. Alkoholik jest jednym z największych egoistów na świecie. Pije i myśli tylko i wyłącznie o sobie, jakim jest nieszczęśliwym człowiekiem, mając w dupie swoich bliskich. Ja nie mam w dupie moich bliskich a lubię być egoistką. Każdego dnia zastanawiam się dlaczego towarzyszy mi ból. Jednak nie pogrążam się w swoich żalach. Po prostu jestem szczęśliwa, nie mam potrzeby topić swoich problemów w alkoholu. Problemy są po to by je rozwiązywać - one nie znikną. Problemy to wyzwanie, które należy podjąć, stawić mu czoła. Rozwiązane problemy dają siłę.

Moja codzienność to głównie choroba, która co nieco już zabrała. Czasami jest trudno, jednak dla mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna. Właśnie zaliczam kolejną szkołę życia.

Za kilka miesięcy skończę 30 lat. Jedyne czego najbardziej bym nie chciała w swoim życiu to cofać się w czasie. Zdecydowanie dobrze mi w aktualnym życiu. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz