piątek, 16 grudnia 2016

Reakcja na sygnał - współpraca z własnym organizmem.


Pochłania mnie życie realne.
Dzieje się dużo, nie jest łatwo.
Problemy się pojawiają, mnożą i straszą.
A ja oddaje się pracy, bo niedługo skończy się bez wypłacie.




Nie mogę się spieszyć, nie mogę się wysilać. To nie było takie proste do czasu, gdy zaczęłam słuchać i reagować na sygnały płynące z mojego organizmu. W międzyczasie skończyły mi się leki na nerwicę. W takich chwilach myślę, że to może dobry czas by je odstawić. Było nieźle do czasu. 

Od kilku miesięcy uczę się współpracy z moim organizm. Wsłuchuję się, obserwuję i wysuwam wnioski. Do lekarza rodzinnego nie chodzę od dawna, bo nie mam po co. Przestałam chorować. Codzienne stosowanie imbiru i kurkumy przegania wszystkie wirusy i inne zarazy. Dlatego, gdy dzieje się coś niespodziewanego jestem w stanie sama dotrzeć do przyczyny zmiany. A ostatnio działo się dużo.

Od 1,5 miesiąca stosuję ziemię okrzemkową - o niej jeszcze napiszę. Kuracja będzie trwała łącznie 6 miesięcy. Za mną efekt herxe czyli pogorszenie stanu zdrowia. Potem było różnie aż w końcu nasiliły się objawy nerwicy. Doszło do tego, że po wielu miesiącach pojawił się PMS, którego nie miałam od dłuższego czasu. Oprócz drażliwości, nerwowości, niepokoju, lęków zamiast mówić darłam się i płakałam jednocześnie. Skonsultowałam swoje objawy z wieloma osobami. I szybko doszłam do przyczyny: to hormony stresu szalały jednocześnie wyprowadzając z równowagi hormony płciowe w tym wyrzut prolaktyny. Ulgę i poprawę odczułam po jednej tabletce na nerwicę. 

Nie musiałam biegać po lekarzach, diagnozować się, szukać, płakać i denerwować się. Sama byłam w stanie określić przyczynę. Zareagowałam na sygnały z mojego organizmu. Rozmawiałam z lekarką od akupunktury. Powiedziała, że wyczerpane nadnercza zaburzają pracę całej gospodarki hormonalnej. Na unormowanie się trzeba poczekać i robić wszystko to co do tej pory. 

Naturalne leczenie wymaga czasu i cierpliwości. Rozsypany organizm nie stanie na nogi ot tak natychmiast. Dzięki wnikliwej analizie i obserwacji dostrzegam najmniejsze zmiany zarówno to pozytywne jak i negatywne. Proces zdrowienia może trwać latami, tym bardziej jeśli choruję od dawna. 

Dlaczego muszę wspomagać organizm farmakologią w leczeniu nerwicy? 
Powodów jest wiele.

Oprócz nerwicy lękowej, cierpię na zespół stresu pourazowego - jest to wynik DDA, początek nerwicy tkwi w moim dzieciństwie. Jako dziecko nie miałam zdiagnozowanego adhd, trudne doświadczenia doprowadziły u mnie do zaburzeń zachowania, przeszłam też etap natręctw i stanów depresyjnych. Przez większość mojego życia żyłam w ciągłym, przewlekłym i chronicznym stresie. To spowodowało nasilenie się nerwicy lękowej i jej nawrotu. Ponadto mając adhd automatycznie jestem w podwyższonej grupie ryzyka zapadania na depresje i nerwicę. Wynika to z zaburzonej równowagi pomiędzy układami dopaminy i noradrenaliny w ośrodkowym układzie nerwowym. 

Z czasem podjęłam się współpracy z psychologiem, terapii DDA i poznawczo behawioralnej - każda z nich była bardzo pomocna, ale nie wpłynęła na całkowity zanik nerwicy lękowej. 
Tak samo dieta, uzupełnianie niedoborów witamin i mikroelementów - wszystko pomaga ale w pewnym stopniu. Poza tym na uzupełnienie niedoborów należy poczekać nawet kilka miesięcy zanim wszystko się wchłonie i unormuje. Tu nic nie działa z dnia na dzień.

Problem tkwi w wyczerpanej pracy nadnerczy. Lata w stresie doprowadziły do niekontrolowanej pracy nadnerczy, które wyrzucają kortyzol i adrenalinę w nieadekwatnych dla stresu sytuacjach. Denerwowanie się z byle powodu, impulsywne ataki szału i agresji nie są normalne. Tak jak nieracjonalne ataki paniki, ciągłe poczucie zagrożenia i strach przed wszystkim dookoła -> to ma związek z pracą nadnerczy i hormonami. Natomiast hormony szalejące w organizmie hormony stresu bardzo wpływają na hormony płciowe: estrogeny, progesteron i prolaktyna - ta ostatnia ma kluczowy wpływ na płodność. 

Moje aktualne leczenie i terapie które stosują, nie przynosiłyby efektów gdybym nie leczyła nerwicy. Leczenie polega m.in. na unormowaniu pracy gospodarki hormonalnej. Przyjdzie też czas na regenerację nadnerczy. Jednak potrzeba na to czasu. Na temat nadnerczy możecie też poczytać u Moniki.
 
Hollistyczne leczenie opiera się na całościowym podejściu do pacjenta. Dlatego tak ważny jest stan psychiki i duszy pacjenta. Objawy somatyczne to tylko wierzchołek góry lodowej.  Ile potrzebuje czasu na powrót do zdrowia? Nie wiem i nie zamierzam się spieszyć. Mój organizm potrzebuje czasu i jest mi wdzięczny za to, że zaczęłam z nim współpracować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz