czwartek, 5 stycznia 2017

1/2 szklanki

Ogólnie rzecz biorąc, to nie jestem w najlepszej sytuacji.
Wiele aspektów wskazuje na to, że jest chujowo.
Mogłabym upajać się w tej chujowatości.
Mogłabym wściekać się, ciskać, rzucać talerzami...
Ale po co?


Właśnie mija wieczór, zjadłam sobie domowe chipsy z pieczonych ziemniaków, z sosem majonezowo ketchupowym z tabasco. Teraz popijam bezglutenowe piwo. 

Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić jakie uczucia i emocje przeze mnie przepływają. A może robię dobrą minę do złej gry? Przyklejony uśmiech do twarzy jest nieśmiertelnie modny. Tylko, że ja nie płaczę po kątach. Nie jest mi tak bardzo źle i ciężko. A przecież mogłoby być, bo było. Zawsze było źle i ciężko. Nieprzerwana frustracja, złość i litania żali. To wszystko nie zniknęło, to wcale się nie skończyło. Nic się nie stało i nic nie zmieniło. 

Cyklicznie walnę swoją gadkę, wyłożę litanię żali, powiem co czuję i to wszystko. Dalej nic się nie zmienia. Ja już przerobiłam cały cykl nerwacji i wkurwiania. Nic to nie dało. Życie dalej się toczy. Jeśli umrę też nic się nie zmieni. Świat się nie zatrzyma.


Tak samo jest ze mną i moim zdrowiem. Mogłabym topić smutki w alkoholu, zagłuszać jakąś marysią czy inną extazą. Oddawać się nałogom, by niby zapomnieć - jakie to obłudne. Powtarzać jak mantrę, że życie jest przejebane, otaczać się ludźmi którzy potwierdzaliby te przekonania....

Ja to wszystko mam za sobą. Piwo ma mieć smak piwa a nie żalu. Chipsy mają mieć smak ziemniaka a nie stresu. 

Żeby nie popadać w melancholię chujowego klimatu, postanowiłam każdego dnia zapisywać pozytywy danego dnia. Dostrzeganie pozytywnych stron w chujowym czasie to najlepsza nauka, jaką wyniosłam z przed wielu lat na terapii DDA. Dzięki tej umiejętności możemy zupełnie inaczej postrzegać naszą przeszłość i teraźniejszość. A przyszłość przestanie objawiać się niepewnością i strachem.

To jest logiczne, że życie nie jest łatwe. Problemy były, są i będą. Jedne się kończą, nadchodzą następne i tak do usranej śmierci. Jeśli będę się skupiać tylko i wyłącznie na problemach, na tym jak jest źle to nigdy nie zacznę cieszyć się życiem. Nie będę więcej gonić króliczka. Mam w dupie króliczka. Ta ciągła gonitwa za osiągnięciami, które zamiast być bliższe oddalają się wraz z kolejnymi problemami. A potem to już tylko niespełnione oczekiwania i frustracja. 

Wpuściłam więc do siebie ironię i groteskę. To dobry zestaw zaraz przy poczuciu humoru. Jestem na bakier z problemami. Wszystko może się rypnąć z dnia na dzień. Przekonałam się, że jednego dnia chodzę i mogę zrobić wszystko a następnego jestem nieprzytomna z bólu i wyzwanie stanowi wyjście do wc. A jednak coś dobrego może mnie spotkać również w tych najgorszych, wydawałoby się chwilach. I o to właśnie chodzi. Żeby nie pławić się w beznadziejności. Nie będę zdrowa, nie odzyskam pełnej sprawności ani płodności. Mogę liczyć na cud. I co mam w takim razie robić? Popadać w kolejne paranoje, depresje i inne chujowizny? Czy cieszyć się najmniejszą dobrą rzeczą, stawiać na piedestał każde dobre zdarzenie niezależnie od reszty. Wysuwam na pierwszy plan to co dobre tylko i wyłącznie. To kolejny krok do przodu, dość stania w miejscu.

Przez zdecydowaną większość mojego życia, moja szklanka była do połowy pusta. Były okresy, w których patrzyłam na wszystko przez pryzmat poziomu 0 - czyli realizm. Ciągle liżąca rany po ciosach od losu.

Mam dach nad głową, z pod którego nikt mnie nie wyrzuca.
Mam Córkę, która jest IDEAŁEM, DOSKONAŁOŚCIĄ SAMĄ W SOBIE.
Mam męża - nie idę przez życie w pojedynkę.
Mam co jeść - nawet jeśli krucho z kasą, to nie głoduję.

Czy potrzebuję więcej do szczęścia? Na pewno, do pełni szczęścia wiele mi brakuje. Ale czy potrzebuję więcej by cieszyć się życiem? Nie. Cieszyć się życiem mogę zawsze, niezależnie od stanu posiadania. Większość narzeka na śnieg i mróz a mnie ten cudowny widok ogromnie cieszy, świat lśni blaskiem, szaruga zniknęła... A mroźne powietrze jest takie rześkie. Nieważna jest migrena, nieprzespane noce... Zawsze jest coś nie tak. Nieważne, ważny jest cud za oknem. Jutro jedziemy na sanki!


1 komentarz:

  1. codziennie wsadzeć do pódełka lub słoika cos pozytywnego ile to będzie przez rok :D a potem przczytac i stwierdzic że nie było żle super pomysł...

    OdpowiedzUsuń