piątek, 20 stycznia 2017

Nie obchodzi mnie co myśli lekarz.

Gdy rozpoczęłam rozdział życia pt: "leczę się naturalnie",
 nie miałam odwagi aby przyznać się do tego każdemu.
A tym bardziej lekarzom.
Teraz kompletnie nie przejmuje się tym, co ktoś o mnie pomyśli.
Coraz śmielej o tym mówię i bacznie obserwuję reakcje danych osób.





Żyjemy w wolnym świecie, mamy prawo wyboru czy to się komuś podoba czy nie. Możemy ulec presji otoczenia, poddawać się manipulacji, lub opierać na głęboko zakorzenionych przekonaniach. Tak na prawdę mamy prawo robić co chcemy z naszym zdrowiem. Oczywiście w praktyce to tak nie wygląda. Na co dzień bijemy się z czasem, na niedobór którego cierpimy nie mniej niż samej witaminy D3. Z przyzwyczajenia i braku pomysłów chodzimy do lekarza a następnie do apteki, nie zastanawiając się zbytnio nad skutkami naszych decyzji. Oczekujemy szybkiego powrotu do formy ot co. 

Tak jest niemal ze wszystkim. Przyzwyczailiśmy się, że kasjerka w supermarkecie kasuje produkty automatycznie i irytuje nas przedłużająca się kolejka. Nad tym co ląduje w naszych zakupowych koszach też się nie roztkliwiamy. Bo po co. 



Natomiast ja z dnia na dzień poszerzam moją wiedzę i wciąż rozbudowuje własną świadomość. Im więcej wiem tym bardziej jestem świadoma. Im jestem bardziej świadoma tym bardziej zmieniają się moje poglądy. W związku z tym, że wciąż idę do przodu mam wrażenie, że nie tylko opuściłam własną strefę komfortu, ale wyszłam z matrixa. Ba! Nawet z siostrą śmiejemy się, że obydwie opuściłyśmy matrix przez co całkowicie zmieniłyśmy punkty odniesienia i widzenia. Dlatego robimy swoje, kompletnie nie oglądając się na innych. Bywa, że idąc do lekarza wychodzimy z receptą której nie realizujemy. Poczucie bezpieczeństwa zostaje zachowane ale ostateczna decyzja zawsze należy do nas samych. Dzięki temu posunięciu, mój Siostrzeniec uniknął już dwukrotnej antybiotykoterapii! Ja natomiast przestałam faszerować się hormonami a lekarza rodzinnego odwiedzam tylko w celu przeprowadzenia badań kontrolnych czy po receptę na leki, których autentycznie potrzebuję. 

To ja podejmuję decyzję o tym, co trafia do mojego żołądka i to ja ponoszę odpowiedzialność za to jak dany pokarm wpłynie na stan mojego zdrowia. Nie mam zamiaru odpowiedzialnością obarczać niekompetentnych lekarzy czy firmy farmaceutyczne, które doskonale manipulują całym społeczeństwem! Dość szukania winnych. Nie mam zamiaru też obarczać winą moje geny, przodków czy otoczenie w jakim przebywałam w przeszłości. Nadeszła pora aby stan zdrowia wziąć na klatę i żyć z nim dalej. Dlatego moje decyzje oraz podejmowane kroki ku lepszemu zdrowiu to w gruncie rzeczy moja sprawa. Tak na prawdę nikt nie powinien oceniać tego co robię a tym bardziej lekarze. Dlatego kompletnie mnie nie obchodzi co oni myślą na temat metod które stosuje. Z premedytacją mówię również lekarzom o tym w jaki sposób się leczę i obserwuje ich reakcję. Jeśli się śmieją, to zawsze podkreślam, że leczono mnie przez lata i nic to nie dało a pijawki i dieta to moi najlepsi sprzymierzeńcy. Tu chodzi o mnie, mój organizm i moje samopoczucie na co dzień. Lekarz nie rozumie tego, że człowiek może cierpieć non stop a nieodpowiednie leczenie farmaceutyczne może nie odnieść skutków. Szkoda, że tak niewielu lekarzy łączy medycynę powszechną z alternatywą. Szkoda, że dostęp do specjalistów od alternatywnych metod jest kosztowny. 

Ile jest prawdy w tym co polecają inni? Najprostszym sposobem jest przekonać się samemu, jednak jest to dość ryzykowne. Ryzyko to ukryte szkody o których nie wiemy. W przypadku nieodpowiedniego leczenia są to skutki uboczne, które mogą nas nękać nawet po latach danej kuracji. Jeśli zawiodłam się na danych metodach leczenia, to mam prawo zaprzestać ich i zmienić je dowolnie na inne. Tak to działa. Nie muszę oddawać swojego zdrowia w ręce pseudo specjalistów. Z czasem mogę stać się najlepszym specjalistą dla siebie samej. 

Największą głupotą jest jakikolwiek brak działań. Nie robienie niczego, niestety nie pomaga. A już na pewno nie w przypadku problemów ze zdrowiem. Z tym nie ma żartów, jeśli zależy mi na dobrym samopoczuciu i jakimkolwiek komforcie funkcjonowania to chcę czy nie chcę, muszę zacząć działać. Dotychczasowe metody zawiodły, więc co robić dalej? W tym pomagają wszelkiej maści inni specjaliści o których do tej pory nie miałam pojęcia. Ciekawostką jest fakt, że mój doktor irydolog z Ukrainy nigdy nie krytykował poczynań lekarzy medycyny popularnej. Natomiast tym drugim ciężko się powstrzymać...

1 komentarz:

  1. Aniu! Serdecznie Was pozdrawiam! Lenkę ściskam po babcinemu Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń