sobota, 7 stycznia 2017

O tym, jak można wyleczyć się samemu.

Najpierw był potężny stres.
A potem zaczęło się wszystko sypać i tak na 3 tygodnie.
Nawet jak stres odpuścił, to organizm i tak wariował.



Napiszę o kupie, bo wszystko się od tego zaczęło. Dostałam biegunki z nerwów, takiej że wyczyściło mi wszystko. Tutaj chcę dodać, że nasza odporność to właśnie jelita. Dlatego biegunka totalnie mnie osłabiła i mimo, że udało się ją w miarę opanować, to zaraz zaczęło chorować moje gardło. Gardło opanowałam płukankami i rozgrzewającym piciem:

płukanie gardła szałwią, roztworem wody i wody utlenionej,
do picia 3-4 x dziennie, herbata z imbiru, kurkumy, przypraw, soku z cytryny i miód,
bańki lekarskie bezogniowe.

A jak opanowałam gardło, to wlazło mi na zatoki i z tym było już tylko gorzej. Infekcja rozwijała się w najlepsze i chwytałam się wszelkich sposobów:

płukanie zatok roztworem ciepłej wody i soli kuchennej,
zakraplanie nosa i zatok roztworem wody i wody utlenionej,
inhalacje z solanki jodowo-bromowej, dodatkowo dodałam wodę utlenioną i amol,
okłady na zatoki z czosnku i termoforu,

Przez cały ten czas brałam probiotyki, piłam ziółka w tym lipę, imbir i miód do oporu. W końcu miałam dość, po ponad 2 tygodniach wkurwiona tym wszystkim myślałam o wizycie u lekarza i antybiotyku... Ale tego nie zrobiłam. Mądre duszyczki odwiodły mnie od tych myśli. Zamiast wizyty u lekarza wybrałam się na akupunkturę. Miałam postawione 8 igieł na same zatoki, poza tym również w innych miejscach. Ponadto w codziennej diecie zwiększyłam ilość spożywanej kaszy jaglanej, która m.in. odflegmia organizm. Dałam radę!

Z moich zatok leciała najgorsza z możliwie kolorowych wydzielin, wiedziałam że jest fatalnie. Mimo to postawiłam na naturę i wyleczyłam się bez wizyty u lekarza, bez recepty na antybiotyk i inne chemiczne świństwa i bez wizyty w aptece. Dzięki temu nie zrujnowałam jeszcze bardziej moich jelit.

Wszystkie powyższe metody stosowałam naprzemiennie 3x dziennie. Piłam barszcz z buraków, rosół wg kuchni 5 przemian. Zaczęłam pić wyciskane owocowo warzywne soki i moje jelita wróciły do normy. Poza tym wszystkim przepracowałam kwestię przeżytego stresu. Oprócz stawiania się do pionu w sensie fizycznym, musiałam postawić do pionu psychikę. Głównym powodem rozchorowania się był stres a więc czynnik psychiczny. Denerwowało mnie ciągnące się pasmo infekcji i doszłam do tego, że należy odrobić lekcję ze zdarzenia które mnie spotkało. Paradoksalnie biegunka uspokoiła się w momencie gdy czynnik stresogenny się skończył. A gdy opadło napięcie nerwowe wysiadło mi gardło a potem zatoki. Leczenie antybiotykiem wydawało mi się kompletnie bez sensu. Dlatego po raz kolejny pomogła mi akupunktura. Moje lekarka od akupunktury to wspaniała kobieta. Gdy przychodzę na zabieg i mówię co się dzieje to stawia mi ok 20-tu igieł w odpowiednie punkty. To nie była pierwsza infekcja, której leczenie wspomogła akupunktura. Dlatego i teraz wiedziałam gdzie mam iść.

Byłam na wkurwieniu, powiedziałam do męża, że albo idę na wizytę i potem do apteki gdzie zostawię 100zł, albo jadę na akupunkturę za 50zł.


2 komentarze:

  1. Też staram się od jakieś czasu wspomagać naturalnie. O tych bankach czytałam u ciebie, ale mąż nie chce ich stawiać...
    Teraz zainteresowałaś mnie akupunktura....

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym wstepem: "napisze o kupie" rozwalilas mnie.
    Jak ja cie Kocham za ta prostolinijnosc slowotworcza :-)

    OdpowiedzUsuń