piątek, 13 stycznia 2017

Z czułością do siebie samej

Przeczytałam wiele książek, w których były rady typu: 
"Stań przed lustrem i powiedz, że siebie kochasz".
Ale czy my tak na prawdę kochamy samych siebie?
A lubimy chociaż?


Kompleksy, niskie poczucie własnej wartości, brak akceptacji. A co się dzieje, gdy ciało odmawia posłuszeństwa? Jakie komunikaty przekazujemy do swojego ciała? 

A co czujemy do siebie gdy zmagamy się z chorobą mniej lub bardziej uciążliwą?
A co czujemy do siebie gdy zmagamy się z problemem niepłodności?

Ja wiem. Przerobiłam i to.

Pretensje, żal, niechęć a z czasem nienawiść. Do siebie, do mojej macicy, do mojego ciała. Po co w ogóle jestem kobietą? Nad tym nie trzeba się zastanawiać, jeśli nie zamierza się, nie planuje lub po prostu nie chce mieć dzieci. Te myśli, uczucia i emocje z nimi związane pojawiają się wtedy gdy TEN problem się pojawia i nie mija.


W ostatnim czasie postanowiłam zaopiekować się swoim ciałem a w szczególności macicą i moim podbrzuszem. Autentycznie codziennie głaszczę mój brzuch i przemawiam na głos (!) do niego z czułością, że jesteśmy razem i wszystko przetrwamy. Mówię też, że bardzo lubię Cię mój brzuszku. 

Rozmawiałam o tym z moimi bliskimi i moim doktorem irydologiem specjalizującym się w medycynie wschodniej. Powiedział, że mam rację, bo wszystko zaczyna się w głowie. Nasze narządy reagują na nasze myśli i uczucia. Jeśli my potrzebujemy troski to tak samo nasze ciało, przecież żyjemy w totalnej symbiozie. Nie da się oddzielić głowy od reszty ciała.

Przyznaję otwarcie, że bardzo sponiewierałam moje podbrzusze przez lata. A czy na prawdę moja macica jest winna sama sobie za to, że choruje? Wbrew pozorom, myślę że ona jest jeszcze bardziej nieszczęśliwa niż ja sama. Dlatego postanowiłam zmienić tą relację. Jako kolejna forma autoterapii w procesie pracy nad psychiką i duszą. 

Do tej pory gdy dopadały mnie bóle byłam wściekła. Złościłam się na mój brzuch, macicę i na Pana Boga. Bo dlaczego ja muszę tak bardzo cierpieć? Typowy egoizm. Moje mięśnia spinały się jeszcze bardziej w tej złości. A potem dziwić się, że leki rozkurczowe i przeciwbólowe nie działają... A ból staje się nie do zniesienia.

Pokochać siebie i swoje ciało. Zaakceptować siebie w każdym calu. Poczuć się dobrze we własnej skórze. Przestać besztać swoje narządy za to, że odmawiają posłuszeństwa. Po co wpędzać swoje ciało w poczucie winy. To też potęguje autoagresje.

Odpowiednia postawa to też ważny krok w procesie zdrowienia. Oprócz dobrej relacji z otoczeniem należy zadbać o równie dobrą relację z samym sobą. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz