sobota, 29 kwietnia 2017

Piekiełko

W ciągu ostatnich 2 miesięcy byłam cyborgiem.
Nerwy, stres, napięcie i zapierdol.
A wszystko za 7zł za 1h

Po 2 miesiącach nareszcie się wyspałam! Wstałam z energią i powerem z łóżka. Nie musiałam zwlekać się na siłę. Za mną ostatni dzień i ogromna radość z powrotu do domu, świadomość że to koniec. Ale wróćmy do początku.

Nasza sytuacja finansowa jest fatalna, gdy okazało się, że mogę popracować w kwiaciarni miałam sceptyczne podejście od samego początku. Fajnie, bo nauczę się czegoś nowego ale nie fajne było wszystko inne. Właściciele od początku wydawali mi się podejrzani, miałam dużo dystansu. O tej kwiaciarni słyszałam wiele i były to same negatywne opinie. Od drogich i starych kwiatów, po fatalną płacę i dużą rotację pracowników. Pamiętajmy, że tam gdzie ludzie odchodzą z pracy to problem tkwi w pracodawcy. Z czasem przekonałam się gdzie jest diabeł pogrzebany.

Właściciele to dość młodzi ludzie dobiegający do 40. Mają małe dzieci, więc myślałam że pod tym względem są wyrozumiali. Ale to rodzice którzy opiekę powierzają przede wszystkim innym. To co najbardziej mnie tam uderzyło to nagminne łamanie praw pracownika. Byłam w szoku gdy zaproponowano mi stawkę 7zł za 1h pracy w tygodniu, 8zł za 1h w sobotę oraz 10zł za niedziele i święta...

Część pracowników ma umowę o pracę na pełen etat. Pełen etat to 40h tygodniowo, tam pracownicy pracują 6 dni w tygodniu a w miesiącu mają tylko 4 dni wolnego. Pracownik pracuje co drugą niedzielę, za niedzielę ma płatne dodatkowo 120zł, ja jako świeżak miałam 80zł. W miesiącu wygląda to tak, że co druga niedziela jest wolna i 2 dni w tygodniu. Natomiast wszystkie soboty są pracujące i za nie nie mają dodatkowego wynagrodzenia. Wyzysk? Jak się patrzy.

Kwiaciarnia jest czynna od 6 do 22. Na rozmowie wstępnej powiedziano mi, że praca jest na 3 zmiany, pewnego dnia przyniesiono mi grafik w którym przez 3 tygodnie byłam wpisana w pracę od 14 do 22 z czego ze 3-4 dni miałam na tzw. środek dnia  czyli 10-18. Byłam wkurwiona i rozmawiałam kilka razy o tym, że nie zgadzam się na to. Obiecywano mi, że zostaną wprowadzone zmiany ale tego nie zrobiono. Ja się pytam gdzie te 3 zmiany?

Kolejna kwestia, która mnie uderzyła to taka, że właściciele zbierają dupy i wyjeżdżają: nie wiadomo kiedy, nie wiadomo na jak długo. Właściciele nie mają w zwyczaju informować pracowników o swoich wyjazdach z dnia na dzień znikają i nikt nic nie wie. A w tym czasie jest milion spraw, które od nich zależą a oni uważają że wszystkim mają zająć się pracownicy o czym ich nawet nie informują. Wynikają z tego faktu ogromne nieprzyjemności. Skąd pracownik ma wiedzieć wszystko jeśli nie jest informowany?

Pracownik nie może wziąć urlopu na żądanie ani opieki na dziecko z dnia na dzień. Masz znaleźć sobie opiekę. Jeśli jesteś pracownikiem z dzieckiem, to znajdź sobie nianię i pracuj, bo przecież oni mają nianię.

Właściciele potrafią nie pojawiać się w kwiaciarni przez kilka dni z rzędu, bywają problemy z kontaktem telefonicznym.

Bywa, że brakuje towaru a jak już ten towar jest, to trzeba czekać tygodniami na wycenę ze strony właścicieli a w tym czasie pracownik musi się dwoić i troić i np. tworzyć coś z niczego.

Jeśli pracownik wybiera termin urlopu, to musi wybrać tydzień gdzie ma niedzielę nie pracującą. Jeśli pracownik zachoruje, to zwolnienie lekarskie może mieć przez kilka dni ale zawsze ma wstawiony jeden dzień urlopu ( ja też tego nie rozumiem ).

Gdy bliska osoba pracownika umiera, to pracownik nie może mieć więcej wolnego niż 3 dni. Jeśli ma potrzebę pobyć w domu dłużej, nie może wziąć urlopu tylko musi wziąć zwolnienie lekarskie.

Bardzo nurtuje mnie kwestia pracy w dni świąteczne. Przecież ustawowo w te dni wszystko powinno być zamknięte. Tymczasem kwiaciarnia funkcjonuje od 10 do 18! Np. w Wielkanoc a w Wigilię od 8 do 16. Rozumiecie to? Albo po cholerę siedzieć tam w Wielką Sobotę do 20??? Wg Właścicieli tak musi być i żadne zmiany są niemożliwe. Tylko dlaczego to właściciele wtedy nie obsługują klientów? Przecież pracownik tam jest za 80 lub 120zł dniówki... Gdzie jest 200% wynagrodzenia?

Co ciekawe, każdy pracownik który pracuje na umowę o pracę co jakiś czas podpisuje listę obecności na której niedziele i święta są wykreślone...

Dlaczego to tak wszystko wygląda? No cóż pracodawca ewidentnie czuje się bezkarny. Każdy pracownik który wyrażał swoje niezadowolenie był zwalniany. Więc Ci którzy zostali, obawiają się utraty pracy. Z 7 pracujących tam osób na umowie są 3. Pozostałe pracują dorywczo na czarno. Ja też pracowałam bez umowy co było mi na rękę a z czasem przekonałam się, że umowa to stryczek na szyi. Dzięki braku umowy mogłam zrezygnować z pracy z dnia na dzień i mieć ich w dupie.

Poziom wiedzy i umiejętności zarządzających ze strony pracodawcy wręcz porażają. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że z tak głupim pracodawcą dawno się nie spotkałam. Poziom rozmowy jest żaden, poziom traktowania pracownika również. Jeśli pracodawca nie szanuje pracownika, niech nie dziwi się, że pracownik ma go po dziurki w nosie. Błąd tkwi w komunikacji między pracodawcą a pracownikiem. Pracownik nie ma żadnych praw a jego postulaty są z góry ustawione na przegraną. Ja pracowałam przez te 3 tygodnie do 22 i byłam  wkurwiona wiedziałam, że nie zamierzam dawać się wykorzystywać.

Z takich absurdalnych historii jest np. taki, że gdy jest dostawa towaru to nie można w tym czasie jeść ani pić. Gdy właściciele pojawiali się niespodziewanie jedzenie też nie było mile widziane. Nie mówiąc o tym, żeby można było w tym czasie siedzieć. Oboje patrzyli na to krzywo i potrafili sypać durnymi tekstami.

Praca sama w sobie czyli kwiaty to bardzo przyjemne zajęcie. Bardzo zależało mi na tym aby nauczyć się jak najwięcej. 2 miesiące to sporo o ile człowiek jest szkolony. Ja sama musiałam walczyć o to by nie latać ze szczotą i mopem a jak najwięcej się nauczyć. Wyszłam z założenia, że nowe umiejętności to najlepsza rzecz jaką mogę wynieść z tego miejsca.

Dzisiaj jestem bez pracy, moja sytuacja finansowa wróciła do punktu wyjścia. Zdobyłam nowe umiejętności i przekonałam się, jak pracodawca może być głupi. Nie pierwszy i ostatni raz. Natomiast na pewno, nie spotkałam się nigdzie w miejscu gdzie prawa pracownika są tak bezczelnie łamane. Przez jakiś czas żal mi było osób, które tam pracują ale teraz już nie. Pracownicy pozwalają na wyzysk i wykorzystywanie, nie walczą o swoje prawa. Ja już tam nie pracuję i nie mam zamiaru zgłaszać tego nie wiadomo gdzie. Z resztą z tego co się dowiedziałam, to właściciele zasłaniają się znajomościami i grubym portfelem więc nie wiem czy zgłaszanie skarg miałoby jakikolwiek sens. Liczę na sprawiedliwość i karmę :)

Z całego serca nie polecam tego miejsca zarówno klientom jak i potencjalnym pracownikom!

Najniższa krajowa stawka za 1h to 13zł brutto. Na rękę kwota to ok 10zł. Za dzień świąteczny jeśli pracodawca nie stoi za kasą to powinien wypłacać 200% wynagrodzenia. W tym miejscu to nie funkcjonuje.


Podczas rozmowy wstępnej o pracę, szefowa powiedziała do mnie, że wraz z mężem są "normalni" i jeśli jest jakiś problem to wystarczy porozmawiać a oni pomogą w rozwiązaniu. No cóż, kolejne tygodnie pokazały zupełnie co innego a w szczególności, że do normalności brakuje im wszystkiego.


10 komentarzy:

  1. Nie pracowała jeszcze Pani w sps h a n d e l i ich ssklepach. Tam to dopiero jest jazda bez trzymanki i poniżenie pracownika.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i??? W takim razie dlaczego sytuacja nie została zgłoszona do odpowiednich instytucji?

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Dlaczego nie chcesz tego zgłosić? To że mają plecy to jedno ale trzeba takie rzeczy zgłaszać bo inaczej cały czas tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom samo upublicznienie za pośrednictwem tej strony też odbiło się niezłym echem.

      Usuń
  4. i tak nic nie przebije chyma firmy PRZĄDKA Z MOSINY. Podobnie ale 100 procent gorzej, praca po 14 dni pod rzad , 2 dni wolne w miesiacu i po 230 godzin w miesiacu za 2300 zl !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy zostało to zgłoszone do odpowiednich instytucji?

      Usuń
  5. Jako kadrowa - jestem w szoku.
    PIP powinien tam wjechać... CHoc na takich małych frędzli to wiadomo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinien i głęboko zastanawiam się nad zgłoszeniem tego gdzie trzeba.

      Usuń
    2. kiedys mozna było zgłosic do PIPu anonimowo.

      Usuń
    3. No to teraz anonimów nie sprawdzają. Trzeba zgłosić skargę i podpisać się. Można zastrzec swoje dane i inspektor który zajmuję się sprawą musi dotrzymać tajemnicy. W naszym mieście to mało prawdopodobne.

      Usuń