niedziela, 7 maja 2017

Bumerang

To uczucie, kiedy biorę środek przeciwbólowy
i męka kończy się zanim rozkręci na dobre.
A wszystko poprzedzone strachem, lękiem i obawą.
Czy tym razem lek zadziała.
Tego nie zrozumie nikt kto nie doświadczył przewlekłej bolesnej choroby. Endometrioza to choroba którą można przechodzić w tak różnorodny sposób, że nie sposób ją scharakteryzować w kilku słowach. Okazuje się, że endometrioza przebiega bardzo indywidualnie i nie da się jej porównać do czegokolwiek.

Nigdy w życiu nie doświadczyłam bezbolesnego okresu. Nie wiem co to znaczy brak bólu w tych dniach. Żadne hormony, antykoncepcja, laparoskopie, zioła, diety, sport, pijawki, akupuntura, okłady z oleju rycynowego i w chuj innych metod jakie stosowałam nie wpłynęły na ból. Z leków przeciwbólowych brałam większość. Łącznie ze zleceniem stałym na zastrzyki. 

I zawsze ZAWSZE znajdował się ktoś, kto tego nie rozumiał.

Bo przecież domeną kobiet jest by cierpieć bóle. Mogłabym rozpisywać się na temat bólu, jego stopnia i zasięgu ale po co? Prawda jest taka, że przez 2 dni niewiele jestem w stanie zrobić. Dobrze jest jak nie płaczę, jak mogę wstać do wc, jak mogę cokolwiek zjeść bez odruchu wymiotnego. Dobrze jest jak lek przeciwbólowy zadziała na tyle abym była jakkolwiek przytomna. Nie zawsze jestem w stanie kontaktować z otoczeniem. Bywa tak, że mam zawroty głowy i odlot.

Myślę o tym jakie to niesprawiedliwe, bo Jezu RAZ cierpiał i nie powtarzał tego. A życie moje i wielu kobiet z endometriozą to ciągła droga przez mękę i wieczna droga krzyżowa. Życie z ciągłym cierpieniem odbiera wszystko. A ja żyję z dnia na dzień od okresu do okresu od bólu do bólu. Poza tymi dniami staje na głowie i robię wszystko na zaś, za wczasu i zapas aby nie bolało tym razem. A i tak boli. Boli od zawsze, za każdym razem.

Ostatnio płakałam z bólu i bezsilności. Dzisiaj jestem znudzona tym wszystkim. Nie wiem czy i jaki jest sens w tym wszystkim. Jest lepiej pod wieloma względami ale przez lek przeciwbólowy jestem półprzytomna i gorzej kontaktuje. 
 
 

Jak mam wytłumaczyć komuś, że ból odbiera mi wszystko i wyrywa dni z życia? Jak mają kobiety tłumaczyć, że ból wyklucza je z życia społecznego? Człowiek stara się na co dzień jakoś funkcjonować ale ta jakość życia jest żadna. Życie najprostsze staje się udręką nie z tej ziemi!

Jak można wytłumaczyć pracodawcy, że ból może zaatakować niespodziewanie i nie wiem czy za tydzień będę mogła przyjść do pracy?

Nie wiem jaki sens jest w tym, że czego bym nie robiła boli mnie dalej. Czasem mniej czasem bardziej ale boli. Co ból ma wnieść w moje życie? 

Wiem jestem nudna, wiem powtarzam się tak jak ból w moim życiu. Co dwadzieścia kilka dni zatacza koło i mówi mi: "jesteś w dupie, wracasz w to samo miejsce". Dlatego ból odbieram poniekąd jak porażkę, znów przegrałam, znów jestem zniewolona bólem i nie mogę NIC zrobić. Nie pójdę do pracy, nie odbiorę dziecka z przedszkola, nie pojadę na spotkanie... w domu nie pościelę łóżka, nie ugotuje obiadu... bo to jest niemożliwe. 

Wtedy wszystko przestaje istnieć. Ból przeszywa mnie na wskroś i wraca jak bumerang. Zawsze. Jest nie do pokonania. 

To już jest trauma. Ból mnie prześladuje, jestem przeczulona na każdą zmianę na każdy jego ruch. Ból śni mi się po nocach, te stosy prochów przeciwbólowych, szpital i tak w kółko...



1 komentarz:

  1. Aniu! czytam Cię cały czas! ach ten ból!
    Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń