środa, 3 maja 2017

Nie boję się.

Mój psycholog wiele razy podkreślał, że jestem osobą o niezwykle głębokiej samoświadomości.
Co to znaczy?
Jestem cholernie świadomą siebie osobą.
Doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich słabych i mocnych stron.



 Doprawdy jestem jedną z nielicznych osób, którym można zarzucić wiele i nie będę miała z tym większych problemów. Mogę w każdej chwili stanąć na scenie i przyznać się do własnych grzechów. Mogę o tym mówić dotąd aż powiem wszystko. Nie jestem przewrażliwiona na własnym punkcie. Z czasem nauczyłam się pokory chociaż w wielu sytuacjach i czasie jeszcze mi jej brakuje.

W ciągu moich całych 30 latach życia spotkałam się z kłamstwem, obłudą i tym podobnymi wiele razy. Nauczyłam się nazywać rzeczy po imieniu, czytać między wierszami w tym mowę ciała i mimikę twarzy. Nie raz śmiałam się, że mam roentgena w oczach... i coś w tym jest. Trochę pedagogiki, ciut więcej psychologii i intuicji. A przede wszystkim wnioski z własnych lekcji życia. 

Ponieważ kłamstwo na którym buduje się ludzką krzywdę szczególnie jest mi bliskie postanowiłam w miarę moich możliwości mówić o nim wprost i najgłośniej jak potrafię. 

Pisałam wiele razy o tym, że zmagam się z nerwicą lękową. W procesie oswajania lęków pokonałam wiele barier strachu i przestałam się najzwyczajniej w świecie bać. Dopóki sama jestem uczciwa nie mam problemu ze wskazaniem czyjejś nieuczciwości. W życiu miałam zawsze przesrane, czy może być jeszcze gorzej? Po prostu NIE BOJĘ SIĘ! 

Przestałam się bać przyszłości,
Przestałam się bać wojen,
Przestałam się bać starości.

W dzieciństwie bardzo bałam się własnego ojca. To ojcu zawdzięczam nerwicę lękową. Pokonanie całej serii lęków to moje życiowe wyzwanie. Jeszcze się nie wyleczyłam. Ba! Nawet nie liczę na całkowite wyzdrowienie. 

Obudziłam w sobie lwicę, drzemiącą do tej pory. Zaufałam Bogu i uwierzyłam, że prawda zawsze się obroni. Zaczęłam mówić prawdę, wytykać błędy, obnażać tak jak obnażyłam siebie. Za dużo kłamstw jest dookoła. Jedni się boją a drudzy na tym żerują i wykorzystują to. Gardzę i brzydzę się wykorzystywaniem. Zbyt wiele lat na to patrzyłam z boku.

Czy mogę mieć jeszcze bardziej przerąbane niż mam? Nie sądzę za to mogę co niektórym nieco utrzeć nosa. I tak choruję, mam kredyty, udrękę z mężem i milion problemów z którymi zmagam się każdego dnia.


Opuszczając własną strefę komfortu człowiek jest w stanie robić to co wydawało się dotąd niemożliwe. Wychodząc z cienia swojego ja, przeglądając się w lustrze i nie odwracając od siebie wzroku nie sposób jest dalej tkwić w tym samym miejscu. Ostatnio doszłam do wniosku, że w moim życiu nigdy nie będzie spokojnie ani normalnie. Zawsze będzie COŚ. Widocznie na tym nieustannym CZYMŚ polega właśnie życie. Każdy dźwiga swój krzyż. 

Jeśli ja przestałam się bać, to każdy też może. Wiele razy znajdowałam się w sytuacji gdzie byłam pewna, że nigdy nie opuszczę danego bagna. Z ilu bagien wyszłam do tej pory? Nie sposób zliczyć. Na swoich słabościach buduję coraz mocniejszy kręgosłup. To wcale nie oznacza, że jestem niezniszczalna. Zawsze gdy pokonuje mnie ból wyję z bezsilności. Moje uczucia i emocje nie zmieniły się w ogóle. Płacz to płacz, bezsilność to bezsilność i tak dalej. Tylko, że nie ma już wstydu tego toksycznego. Nie wstydzę się siebie, dałam sobie prawo do tych uczuć i emocji. Niczego w sobie nie zagłuszam, niczego nie tłumię. 

Ta ostatnia robota, w której byłam przez chwilę dodała mi jeszcze więcej odwagi i podbudowała bardziej moje poczucie własnej wartości. To piekiełko to jak powrót do przeszłości. Zderzyłam się tam z tym co już dobrze znałam ale nieco zapomniałam. Odkurzyłam pewne wspomnienia i jeszcze raz odrobiłam lekcje z przeszłości. Można by stwierdzić, że to taka pewna forma autoterapii.

Być może jestem wredna albo żądna zemsty. Nie tym razem.


1 komentarz:

  1. U mnie w pracy co roku gorzej. Ostatnie lata były ciężkie ale ten zapowiada się mega. Nie wiem dlaczego ciągle mam pod górkę. To dolujace.

    OdpowiedzUsuń