środa, 14 czerwca 2017

Po co

Kiedyś po pierwszej laparoskopii powiedziano mi,
abym jak najszybciej zaszła w ciążę i wszystkie problemy się skończą.
W tym roku mija 6 lat od tej ciąży.
I przede mną kolejna ingerencja chirurgiczna.


Dlaczego? Przecież 15 miesięcy temu miałam laparo. Przecież stosuję dietę, detoks, odrobaczanie, pijawki, akupunkturę, zioła... i wszystko co tylko mogę w mojej mocy. I owszem to działa, pomaga. Nie cierpię tak jak kiedyś. Jest tylko pewien problem, wciąż nie rozwiązany, który mimo tych wszystkich działań daje o sobie znać. 

To jest BÓL lewej strony podbrzusza. Ogromny, niewyobrażalny, ścinający z nóg, przeszywający na wylot, świdrujący, palący. Pojawił się właśnie 6 lat temu, po ciąży, która rzekomo miała mnie uzdrowić. Tere fere.

O ile wiele problemów mam rozpracowanych to ten ból cały czas wraca jak bumerang. Są dni, kiedy jest cisza w eterze. 

Bardzo długo dręczyły mnie pytania dlaczego tak się dzieje. Po ostatnich dwóch wizytach domyślam się w czym tkwi problem... 

Otóż, nawet najlepsza dieta świata nie zawsze jest w stanie zregenerować wszystkie zniszczenia w organizmie. Przypomnę, że poprzednia laparoskopia polegała na wypaleniu zmian. Pisałam o tym, że kurz został wytarty... i szybko wrócił. Pewne zmiany zostały dokonane i jest dużo lepiej. Tylko ten ból... 

I brak ciąży.

Ale wiecie co? Ja już nie myślę o tym, że nie ma ciąży. Myślę o tym jak pozbyć się tego bólu. Czy dożyję normalnego funkcjonowania? Bo ja przestaję w to wierzyć. 

Znowu jestem pełna żalu, rozczarowania. Znowu chce mi się płakać i trochę poużalać się nad sobą. Bo po co to wszystko? Czy moje życie będzie takie już zawsze? Ciągłe operacje? Ciągły ból? Ciągła walka? Ręce mi opadły, podłamałam się. 

Przeżyłam miesiąc w totalnym napięciu. Po tym co usłyszałam od lekarza nr 1. Tym bardziej, że ze mną źle a ja mam czekać na operację 30 miesięcy! Albo zbierać ok 12 000zł na prywatną... Będzie szybciej przecież. Więc gdy poszłam do lekarza nr 2 i usłyszałam, że zabieg za ok 2 miesiące na nfz... to prawie spadłam z krzesła. Nie usłyszałam też potwierdzenia podejrzeń lekarza nr 1. A ponoć miałam mieć torbiel 35mmx25mm, tak powiedział lekarz nr 1. Lekarz nr 2 pokazał mi na monitorze czysty jajnik. Wtf? To była czy nie była? Ktoś się pomylił? Wymyślił? A może zniknęła po kuracji sokiem z pokrzywy?

Dalej będę pić sok z pokrzywy.
Szukać możliwych rozwiązań.

Szukam pracy, na miarę moich możliwości. Nie wiem czy to wykonalne. Znów opuszczam strefę własnego komfortu i proszę o pomoc. Ale, że ja? Właśnie zrzucam z siebie płaszcz...

Obserwując mój organizm krok po kroku, widzę że dieta i pozostałe metody naturalne działają. Efekty są. Ale jak ma się to mieć do zmian w organizmie wieloletnich? Ból jest nie do zniesienia. Nie wiem co jeszcze mogłabym wprowadzić aby tą lewą stronę podbrzusza sama doprowadzić do porządku. Byłam u dwóch lekarzy i każdy powiedział, że kolejna ingerencja chirurgiczna jest konieczna skoro tak boli. Dlatego nie poprzestanę w moich postępowaniach. Nie odpuszczę, bo mam wrażenie że jestem bliska osiągnięcia upragnionego celu. Nie, ten cel to nie ciąża, chociaż o niej marzę i śnię po nocach. Cel to życie bez bólu. Dlatego zmieniłam kierunek z Białegostoku na Warszawę. Dlatego byłam u dwóch lekarzy a nie u jednego. Mnie nie interesuje opcja: operacja i hormony. Mnie interesuje działanie i akceptacja moich metod. Ja nie poddam się kuracji hormonalnej, bo w moim przypadku ona nie pomaga a przynosi jeszcze więcej szkód.

Zacisnę zęby, będę się wkurwiać a czasami wyć do poduszki. Jestem człowiekiem z krwi i kości, nie będę dusić w sobie emocji i uczuć. Mam obawy, obawiam się, że kolejny zabieg też będzie spierdolony, że nie zrobią tego co trzeba i na darmo dam się pokroić. Pewnie moja rezerwa jajnikowa pójdzie w pizdu, być może jeszcze bardziej zbliżę się do menopauzy. Ale mam dość. Mam dość tego, że czuje się bezużyteczna a moje życie koncentruje się na ciągłej kontroli bólu. Mam dość pretensji mojego męża o to, że nie generuje żadnych dochodów. Mam dość tego, że czuje się jak pasożyt. Mam dość bezsilności i poczucia porażki. Mam dość ciągłej koncentracji na sobie. Chcę żyć nie tylko dla siebie ale też dla innych. Bez myślenia o tym, czy jutro będzie bolało...

Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Przede mną seria badań w tym rezonans magnetyczny miednicy mniejszej z kontrastem. Niestety jestem zmuszona zrobić to badanie prywatnie, więc zbieram fundusze a czasu brak. Decyzję podejmę dopiero, gdy z kompletem badań udam się do lekarza. Chcę aby mi wytłumaczył co zamierza zrobić i w jaki sposób. Nie poddam się w czyjeś ręce w ciemno. A i tak kieruje się ograniczonym zaufaniem. To będzie trudna decyzja.





5 komentarzy:

  1. podziwiam Ciebie naprawdę życie z bólem to nie jest prosta rzecz ale walczysz i sie nie poddajesz a w trudnych chwilach pamiętaj że choć jestem daleko wspieram Ciebie i mocno przytulam. a napisz mi jak Ty się odnosisz do mszy z uzdrowieniami? może to by Ci pomogło choć trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam na tych mszach i efektów brak jak widać.

      Usuń
    2. Nie poddawaj się. Proście a otrzymacie.czasem otrzymujemy łaski których może tak od razu nie widać.

      Usuń
  2. dokładnie kiedyś ksiądz powiedział że uzdrowienie to proces nie działą jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki... jak będę na następnej takiej mszy będę miała Cię w serduchu

    OdpowiedzUsuń