sobota, 29 lipca 2017

Zgorzkniała

Jestem zgorzkniała.
Ból rządzi moim życiem, nie ja.
Więc nie ma mnie
Nie jestem sobą.
Jest gorzki ból
I ja zgorzkniała.


Dzisiaj przez 3h ryczałam, wyłam, histeryzowałam i kłóciłam się. Nie jestem w stanie znosić mojego stanu. 
Tego, że co 3 tygodnie przez 3-4 dni jestem przykuta do łóżka. 
Tego, że faszeruję się silnymi prochami przeciwbólowymi. 
Tego, że jest sraczka i rzygać się chce. 
Tego, że do kibla chodzę na czworakach. 
Tego, że nie mogę się wyprostować.

Nie rozumiem dlaczego ból jest na 1 miejscu a wszystko inne przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Za jakie grzechy moje życie jest takie podłe?

Nienawidzę tego, że ból jest takim egoistą.
Nie znoszę tego skupiania się na sobie.
Ciągłego uważania, obchodzenia jak z jajkiem.

Mam nieustanne wrażenie, że stoję w miejscu, po uszy w smole i za nic nie potrafię się z niej wydostać. A im dalej tym odkrywam kolejne wewnętrzne konflikty... 

Chciałabym zwyczajności, normalności i spokoju. Nie rozumiem dlaczego jestem w smole. Ktoś potrafi to wyjaśnić? Najgorsze jest to, że moim stanem wciąż zawodzę wszystkich dookoła. Jedną, bo nie mam perfekcyjnego porządku, drugiego bo nie ma obiadu pod nos. No kurwa nie ma. Nie ma, bo leżę i zdycham. Nie ma zrozumienia, wsparcia żadnego klepania po ramieniu, żadnego tekstu "odpuść sobie". Nie! Mam kurwa zagryźć zęby i na czworakach zapierdalać. 

Ja pierdole. Mam 30 lat i wciąż walczę z czyimiś wymaganiami kurwa. Ktoś ma wymagania wobec mnie a ja mam je spełniać bo jak nie, to zajeżdżą mnie. Jak w pierdolonym więzieniu. 

Endometrioza wg totalnej biologii wynika z wewnętrznego konfliktu z własną kobiecością. To tak w ogromnym skrócie. I ja właśnie zdałam sobie sprawę, że codziennie spinam moją biedną macicę, bo walczę z czyimiś wymaganiami. Chuj, że mam w dupie te wymagania, że ja stawiam wymagania. Że mną rządzi ból, nie kurwa nie może. Przecież przesadzam, to niemożliwe...

Od czwartku wzięłam 7x diclofenac i diclac, 3x scopolan, 2x nimesil. W kiblu myślałam, że umrę z bólu. Wszystko w imię dobrej formy, żeby wstawić pranie, zmywanie, zrobić obiad, posprzątać kuchnię, łazienkę... bo za mnie nikt tego nie zrobi za to będzie milion pretensji. I tak były pretensje. Bo kurwa nie było obiadu pod nosem.

Ja nie żyję, wegetuję bo inaczej tego nie nazwę. 

Moja kobiecość? Nie wiem gdzie jest. Jest ból. Na który nic kurwa nie działa. To ile ja metod na sobie przerobiłam mogłabym obdzielić stado ludzi. I co z tego? Mijają 3 tygodnie i JEB! Boli jak skurwysyn, faszerka przeciwbólowa? A jakże, bo przecież trzeba zapierdalać.

Pretensji jest mnóstwo. 

Więc ja wegetuje sobie, czuję się jak kupa gówna, jak pasożyt kurwa. Bo przecież nie pracuję, bo przecież nie mogę nikogo o cokolwiek poprosić. Bo jak to? Przecież nie można zdychać, leżeć i wyć z bólu! Tak NIE WOLNO! 

Smoła to coś z czego nie jestem w stanie się uwolnić. I przestaję wierzyć w to, że będę wolna od bólu. Po prostu, ręce mi opadły, cycki też. Nie wierzę w normalność. Światło zgasło.

Koszmar. 
Wegetacja to koszmar.

Dlatego jestem zgorzkniała.






6 komentarzy:

  1. Czesc.czytam cie regularnie.martwie sie ze jestes w takim psychicznym dolku i nie ma ci kto pomoc.nie muisz byc perfekcyjna, szczegolnie dla swojej corki, wazne ze jestes.wymagania calegi swiata czynia ludzi nieszczesliwymi i sa stresogenne ale czlowiek jako jedbostka powinien dbac przede wszystkim o siebie bo nikt inny o ciebie nie zadba.mezczyzni sa wygodni i choroba kobietyjest dla nich kolejnym problemem.gdy jestes w formie nagotuj sobie obiadu i wstaw do zarazalnika.planuj te dni z wyprzedzeniem a jak przychodzi ciezki czas to skupsie na sobie.pozdrawiam trzymaj sie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj jestem w totalnym dołku. Na szczęście ten stan nie utrzymuje się cały czas.
      Co do gotowania z wyprzedzeniem, zazwyczaj tak robię ale teraz cykl zaskoczył o 5 dni za wcześnie...

      Usuń
  2. A ja powtórzę jak mantrę: nie zaakceptowałaś tej choroby, nie akceptujesz bólu, walczysz z nim, nie zgadzasz się na niego, a on wraca jak bumerang, co miesiąc jesteś rozczarowana i zszokowana, że on wrócił, co miesiąc jesteś WKURRRRRWIONA. I dopóki będziesz oczekiwała, że bólu nie będzie, to będzie porażka. Nie Kochana, ból będzie, a Ty masz być z siebie dumna, bo robisz co możesz, bo się nie poddajesz, bo jesteś za każdym razem uzbrojona po zęby, tylko morale Ci (zacytuję klasyka) "chuj strzelił". Masz ugotować gar rosołu, tydzień przed upiec górę udek z kurczaka i zamrozić - WSZYSTKO i kup frytki, będą mieli żarcia jak dla pułku wojskowego! Co możesz wyprać przed okresem to wypierz, co się nie da - poproś innych, A Ty masz zwinąć się w kulkę na 3 dni i zniknąć. Włączyć Lankę w słuchawkach, obłożyć się termoforami, pić ziółka uspokajająco - rozluźniające i brać leki jeśli potrzeba, jeśli jakieś działają. Boli? To znaczy, że będzie trzeba wysadzić bombę atomową tak jak Amerykanie Na Hiroshimę i Ty na tą bombę się przygotowujesz - dobrze o tym wiesz. Sporządź kartki, kilka, nie musi być 10 kartek opisujących stopnie bólu i jak się z Tobą obchodzić, np: 0 - można wszystko, 4 - lepiej nie drażnić. !0 - bez kija nie podchodzić, pozwolić przetrwać itp. Możemy razem nad opisami pomyśleć i każdego ranka wywieszaj, żeby inni wiedzieli jak jest w konkretny dzień. A jak będą TE dni, to Ciebie nie ma - po prostu. I pamiętaj, zaakceptować nie oznacza poddać się!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Acha - to byłam ja - KBW :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo, bardzo zgadzam się z KBW. Nie ważne ze 5 dni przed. Frytki czy pierogi mają długą datę ważności. Pamiętaj, że mąż Cię wspiera. Nieraz o tym pisałaś. On też może mieć gorsze dni. To że się te dni nałożyły z Twoimi - trudno. Trzeba je przetrwać. Macie tylko siebie i Lene. Lepiej czasem się pokłucić, żeby oczyścić atmosferę. Ważne że masz z kim się kłócić.

    OdpowiedzUsuń
  5. przytulam i chętnie bym Ci pomogła wiem jak to wkurza kiedy nni Ciebie nie rozumieją wymagania mają mega a od siebie nie wiele dają... nie dziwię się Twojemu stanu... a najgorsze jest to że najbliższa ci osoba oczekuje w tym czasie tego co dla Ciebie niemożliwe w tym momencie... pocieszę Ciebie chociaż nie mam endometriozy to też mam stawiane wymagania ba jeszcze mam konkretnie na czas pewne rzeczy robić :/
    wiesz mamy dla kogo życ i dla kogo się nie poddawać.. masz prawo do takich stan ów każdy by miał na Twoim miejscu pewnie nie jedna osoba by nie dała rady z taka chorobą a Ty jednak jesteś i dajesz rade..podziwiam naprawdę

    OdpowiedzUsuń