Nie mam pretensji o chorobę

Czym karmisz swoją duszę tym karmisz swoje ciało.
Jeśli żyjesz w negatywnym nastawieniu do siebie samej, to zaburzasz procesy zdrowienia.
Niechęć do własnego ciała i towarzyszące emocje i uczucia pogłębiają procesy chorobowe.
Nie da się odłączyć duszy i psychiki od naszego ciała.




Ból jest jednym z największych źródeł negatywnej samooceny. Nie da się zaakceptować cierpienia jeśli towarzyszy przez lata i odbiera możliwość normalnego funkcjonowania w rodzinie i społeczeństwie. Ból świadczy o pewnych procesach w naszym organizmie i jest tylko i wyłącznie skutkiem tych procesów. Każdy ból jest sygnałem, które przesyła nam nasze ciało. Ból fizyczny jest nierozerwalnie połączony z bólem psychicznym i na odwrót. Ból psychiczny oraz duchowy jest nierozerwalnie połączony z bólem fizycznym.

Endometrioza to choroba, gdzie bardzo często ból jest jej nieodłącznym elementem. Często poprzedzona latami cierpienia przed postawieniem diagnozy. Gdy po latach walki z bólem niewiadomego pochodzenia dowiadujemy się, że jest nim endometrioza odczuwamy ulgę. Jednak bywa, że mimo to jakość naszego życia nie ulega znacznej poprawie. Hormony i operację potrafią dawać tymczasową ulgę ale nie likwidują choroby. Hormony zagłuszają dolegliwości bólowe czyli skutki choroby a operacja daje efekt na jakiś czas. Albo tego efektu nie ma w ogóle.

Co dzieje się w naszej psychice w tym czasie? Jak kobieta w takim układzie odnosi się do swojego ciała? Przede wszystkim ogromną niechęcią i brakiem akceptacji do siebie samej. Stan choroby w jakim się znajduje często przyczynia się do uruchomienia ogromnej machiny negatywnych przesłań czyli uczuć i emocji względem siebie.

Jeśli jestem niepłodna a moim największym marzeniem jest ciąża i dziecko to jak mam się cieszyć z tego, że jestem kobietą? To logiczne, że brak akceptacji wiąże się często z nienawiścią do własnego ciała i organów wewnętrznych. Negatywne emocje przesyłane np. do znienawidzonej macicy dodatkowo ją osłabiają a ta macica nie jestem niczemu winna! Wiele razy słyszałam/czytałam z ust chorych kobiet: "nienawidzę tej choroby". A tymczasem choroba jest nieoderwaną częścią nas samych i nasze nastawienie oraz myśli mają ogromny wpływ na jej przebieg. Ja również przez bardzo długi czas myślałam o tym, że nie wytrzymam dłużej i poddam się usunięciu macicy. Tak jakby jej wyrzucenie miało być rozwiązaniem problemu.

"Ze mną jest wszystko w porządku poza chorobą" - stan chorobowy świadczy zupełnie o czymś innym. Choroba to sygnał, że procesy wewnątrz organizmu przebiegają nieprawidłowo więc nie ma mowy o tym, aby wszystko było w porządku.

Tymczasem okazuje się, że akceptacja choroby może być doskonałym początkiem drogi otwierającej procesy zdrowienia. Akceptacja siebie takiej jaką jestem, to dobry start aby rozpocząć zupełnie nowy rozdział życia którego celem jest życie bez bólu.

My kobiety potrafimy wspaniale nakręcać siebie same, wpędzać w ciągłe poczucie winy oraz żyć pod stałą presją. Z tym wiąże się niepłodność i endometrioza która bywa jej przyczyną. Im więcej niepowodzeń w dążeniu do upragnionego dziecka tym większy łańcuch negatywnych emocji do swojego stanu.

Niepłodność to czas, który może minąć. I w dużej mierze zależy to od nas samych. Przypadków gdzie tzw. klamka zapadła a mimo to niespodziewanie pojawiło się dziecko jest mnóstwo. Dla lekarzy cud a w naturze wszystko jest możliwe.

Może wydawać się absurdem to, że można żyć w zgodzie z chorobą i nie przejmować się niepłodnością. Absurd ale jak najbardziej możliwy. Szkoda mi całego życia na to aby ciągle koncentrować się na chorobie i bólu. Lekarze nie mówią nam wszystkiego co jest ważne by być zdrowym. Tymczasem na dany ból pracujemy całe lata i składa się na niego wiele czynników. Od spożywanych produktów, przez życiowe doświadczenia po nasz stan emocjonalny i psychiczny. Wiele razy słyszeliśmy o tym, że jeśli nowotwór daje o sobie znać poprzez ból, to na ratunek jest już za późno. A na tego raka też pracujemy latami, bo on nie pojawia się z dnia na dzień. Endometrioza to też choroba, która potrafi rozwijać się w sposób nieodczuwalny przez lata i potrafi dać o sobie znać, gdy jest rozsiana po całej miednicy.

Jak to jest możliwe, że moja jakość życia ulega wciąż znaczącej poprawie mimo tego, że nie stosuję się do zaleceń oferowanych przez lekarzy ginekologów? Ponieważ robię swoje i słucham przede wszystkim własnego organizmu. Zanim zastosuję daną metodę najpierw zapoznaję się z nią wzdłuż i wszerz i decyzję o jej zastosowaniu podejmuje wtedy, gdy mam jakąkolwiek pewność, że jest w stanie mi pomóc. Prawda jest taka, że to co robię działa i odczuwam to każdego dnia w przeciwieństwie do tego co było wcześniej. Kluczową zmianą była ta w mojej głowie czyli nastawienia do samej choroby. Potrzebowałam kilku miesięcy by przejść z pozycji autonienawiści  do samoakceptacji. Dlatego nie mam pretensji o to, że choruję. Jestem chora no i trudno. Każdy cierpi z jakiegoś powodu jeden bardziej drugi mniej. Jeden robi coś z tym aby nie cierpieć, drugi ignoruje te symptomy i po latach budzi się z ręką w nocniku. Paradoksalnie im więcej we mnie spokoju i akceptacji tym mniej doświadczanego bólu, idzie to w parze z metodami leczenia jakie stosuję. Działanie wielotorowe wpływa na odczuwane efekty.



Negatywne emocje, myśli i uczucia są jedną z przyczyn procesów autoagresywnych w naszym organizmie. Nienawiść, gniew i brak akceptacji sprzyja procesom chorobotwórczym w ciele. Własnymi myślami potrafimy sterować komórkami w organizmie, które w sposób patologiczny atakują nasze narządy wewnętrzne zamiast funkcjonować w prawidłowy sposób. Osłabiona psychika, bezradność i bezsilność jest równoważna z brakiem sił i mocy w codziennym funkcjonowaniu.

Moje życie nie przebiega tak jakbym chciała, trudności z jakimi zmierzam się każdego dnia są jedną z przyczyn osłabienia całego organizmu. Stres codzienny ma ogromny wpływ na to jak się czuję i czy odczuwam ból w danym dniu. Mam dni, kiedy bunt przeciwko przeciwnościom bierze górę i zwyczajnie mam wszystkiego dosyć. ALE to są pojedyncze dni a nie ciągłość wielotygodniowa czy wielomiesięczna. Mój obecny stan odbiega od tego stanu z przed kilku miesięcy: Zgorzkniała Codzienny stres nie paraliżuje tak bardzo, bo ciągle pracuję nad tym aby się nie poddawać. Znalazłam metody, które pomagają mi w przetrwaniu tego ciężkiego okresu. Moja sytuacja w jakiej się znajduje nie uległa poprawie. Natomiast metody które stosuję oraz nastawienie do siebie samej jakie zmieniłam wpływa na to jak się czuję i sprawia, że wszystkie trudności życia znoszę znacznie lepiej.

Największa życiowa inwestycja opłaca się: praca nad swoim ciałem, umysłem i duszą. Brak pretensji o chorobę uwolnił mnie od wielu negatywnych emocji, które niczym trucizna zatruwały codzienne życie moje i moich bliskich.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga