poniedziałek, 4 grudnia 2017

Długa i daleka podróż po radykalne wybaczanie.

Po raz nie wiem już który w moim życiu postanowiłam,
że wybiorę się w długą i daleką podróż w głąb siebie samej.
JA to nie tylko moje doświadczenia ale również składowa moich przodków i poprzednich pokoleń.
Ich traumy, wydarzenia, emocje, uczucia.





Fakt, że jestem po terapii DDA nie wpłynął znacząco na mój stan zdrowia. Mimo długiej współpracy z psychologiem choroby wciąż dają o sobie znać. Od wielu lat głęboko zdaję sobie sprawę z tego, że na zdrowie ma wpływ nie sama fizjonomia ale przede wszystkim dusza i psychika. 

Mamy tendencje do magazynowania wspomnień, nie jesteśmy uczeni jak sobie radzić z trudnymi przeżyciami. Panuje powszechny pogląd na nie okazywanie emocji i uczuć jest narzucany z góry: nie wolno nam okazywać płaczu, krzyku czy wpadać w furię. Nie jesteśmy uczeni "radzenia sobie". Wg wszechobecnych zasad "radzenie sobie" to nie zaprzątanie czyjegoś interesu swoimi problemami. Tymczasem mamy pełne prawo odczuwać i przeżywać, pod warunkiem że nie sprawiamy przykrości czy krzywdy innym.

Natomiast jeśli czujemy się zwyczajnie źle we własnym ciele, odczuwamy negatywne uczucia do swojego organizmu. Jeśli jesteśmy wiecznie rozdrażnieni, byle co wyprowadza nas z równowagi, łatwo wpadamy w szał lub po prostu żyjemy na ciągłym wkurwieniu. Zagryzając wargi przez większość naszego życia czy histeryzując przy byle okazji nie robimy nic innego jak gromadzimy niewyrażone emocje i uczucia. A te przejawiają się w naszym samopoczuciu i zdrowiu.

Nie oszukujmy się, prawda jest taka, że wiele doświadczeń porzuciliśmy w niepamięć. Niepamiętanie świadome nie oznacza, że one w nas nie istnieją. Bardzo często to te tłumione i zakopane przeżycia są źródłem naszych frustracji i niepowodzeń życiowych. Przekłada się to na naszą energię życiową i okoliczności w jakich się znajdujemy. Jeśli uważamy, że wszystko jest źle, nic nam nie wychodzi a dążenie do celu to pasmo porażek... to warto zajrzeć w głąb siebie samego.

Emanując negatywnym nastawieniem do świata będziemy przyciągać do siebie równie negatywną energię. Tzw. błędne koło w którym tkwimy od miesięcy a nawet lat to właśnie siła przyciągania na którą wpływamy my sami!

Wiem, że nikt nie choruje na własne życzenie albo dlatego, że chcę. Wręcz przeciwnie, nikt z nas świadomie nie funduje sobie choroby! Mało kto potrafi żyć szczęśliwie jednocześnie chorując. Zazwyczaj chorobie towarzyszy fala uczuć i emocji zwłaszcza tych negatywnych. Ile razy gardziłam własnym ciałem? Ile razy nienawidziłam samą siebie? Ile razy dławiłam się we własnej fali wkurwu, żalu, gniewu, goryczy itp...? W zasadzie to non stop lub notorycznie, cyklicznie. Tak na prawdę to pielęgnowałam w sobie te negatywizmy. Siedziałam w swoim własnym bagnie mając milion pretensji do ludzi i całego świata. Co i rusz wracały krzywdy poczynione przez innych... i tak dalej. To dosłownie wierzchołek góry lodowej, bo to co jest pod taflą wody oceanu wiem tylko ja i zostawię dla siebie. Każdy ma swoją górę lodową.

Jak więc wygrzebać się z własnego bagna? Jak przerwać błędne koło? Jak definitywnie rozliczyć się z demonami i przestać bać się własnego cienia?

W tym celu warto zawrzeć odpowiednią współpracę. Wybranie się w podróż w głąb swoich demonów może być zbawienna ale i trudna. Fachowe wsparcie jest konieczne, bo proces oczyszczania duszy i psychiki może przebiegać w różnorodny i zaskakujący sposób. W moim przypadku reaguje również ciało i jednocześnie pojawiają się nieprzyjemne objawy ze strony organizmu. Tak dusza jest połączona z ciałem niech nie dziwią reakcje fizyczne. Mogę z całym sercem polecić Wam dwie takie wspaniałe osoby! Współpraca z nimi to czysta przyjemność, niesamowite wsparcie i ogromna moc zrozumienia.

Krzysiek - niesamowity człowiek, niezwykle cierpliwy i wyrozumiały. Z ogromną wiedzą i doświadczeniem! Doradca życiowy, coach, prawnik dający wsparcie psychologiczne i przede wszystkim: wspaniały przewodnik duchowy.
Karolina - kobieta, która odniosła sukces w walce z endometriozą i dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem. Prowadzi grupę oraz organizuje niesamowite warsztaty m.in. z domowej produkcji naturalnych kosmetyków.

O radykalnym wybaczaniu możecie przeczytać: tutaj i tutaj Na dobry początek: jeśli chcecie się za to zabrać najlepiej przygotujcie dużo kartek lub zeszyt i dobrze piszący długopis... uzbrójcie się w cierpliwość i pozwólcie płynąć słowom z głębi zakamarków Waszej duszy...
Moja rada? Radykalne wybaczanie nie polega na tym żeby po prostu wybaczyć i zapomnieć. Zwłaszcza jeśli nie wyobrażamy sobie wybaczenia danej osobie, bo nosimy zbyt głębokie poczucie krzywdy. Nie chodzi w ogóle o zapominanie a o przypomnienie i wyrzucenie z siebie tego, co gromadziliśmy przez niemal całe swoje życie. Ba! W trakcie procesu może się okazać, że jesteśmy nośnikiem przeżyć naszych przodków i tych również możemy się pozbyć, jednocześnie odkrywając i zapisując je. Tak na prawdę samo wybaczanie jest dopiero pod koniec naszej pracy. W czasie tego procesu możemy "chorować" fizycznie. U mnie zaczęło się od krtani, gardła prze zatoki, bóle kolan promieniujące przez pośladki, pachwiny do lędźwi, bóle głowy, bóle brzucha w tym jelit a nawet biegunka - wszystkie to objawy to nie wirusy i zaraza a właśnie objawy oczyszczania. Z dnia na dzień zeszło mi 2kg wagi - ciężar mentalny po prostu zniknął. Nieprawdopodobne? A jednak.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz