środa, 10 stycznia 2018

Przytul swoją macicę


Niepłodność, niemożność zajścia w ciążę.
Brak drugiej kreski na teście - przez cykle, miesiące i lata.
Niemożność utrzymania ciąży, utrata dziecka, poronienia.
Ból, krzyk i wyjec wewnętrzny, zduszony w samej sobie.
Z biegiem czasu człowiek czuje się jak wrak.
Paradoksalnie jak będąc wrakiem mamy powołać na świat nowe życie?


Ostatnio przeczytałam takie zdanie: "Czuję się jak wyjałowiona ziemia, tak bardzo pragnę dziecka." Jak więc ta wyjałowiona ziemia ma wydać na świat nowe życie? Przecież wyjałowiona ziemia nie daje plonów.

Swoją drogą cały negatywizm który towarzyszy rozczarowaniu tzw. jednej kreski na teście ciążowym nakręca tę spiralę niemożności zajścia w ciążę. Co wtedy czuję kobieta do własnego ciała? W jaki sposób postrzega ten nieszczęsny okres? Poprzez nienawiść. Nienawiść do miesiączki, której tym razem miało nie być. Nienawiść do własnego ciała. Nienawiść do własnej macicy. Nienawiść do siebie samej. Nienawiść goni nienawiść i napędza nienawiść!

Nie będę się dalej rozkręcać w tej spirali nienawiści i negatywizmu. Ale napisze krótko: w takim stanie bardzo ciężko będzie dalej zajść w ciążę, utrzymać ją a potem wydać na świat szczęśliwe dziecko. Nasze dziecko wyssie od nas przynajmniej część tych negatywizmów, bo jeszcze będąc w naszym łonie same je tym nakarmimy. Przekażemy to chcąc nie chcąc.

Samobiczowanie nie doprowadzi do zwycięstwa. Dziecko nie jest i nie będzie lekarstwem na nasze wewnętrzne problemy emocjonalne. Tymczasem wszystko co jest związane z naszym zdrowiem to przede wszystkim emocje. Zarówno te obecne jak i te z przeszłości. Emocje nie tylko nas samych ale również naszych matek, ojców, babć, ciotek itd.. Nasi przodkowie przekazują nam cechy charakterologiczne ale i własne historie, doświadczenia i związane z nimi emocje oraz uczucia. Tak samo my przekazujemy je dalej, następnym pokoleniom.

zdjęcie stąd

Ja dostałam w spadku wiele przykrych i ciężkich emocji związanych z przeżyciami moich przodków. W mojej rodzinie występowały historie związane z niechcianymi ciążami, niechcianymi dziećmi, poronieniami czy śmiercią nowo narodzonych dzieci. Mój obecny przewodnik duchowy czyli coach powiedział wprost, że noszę w sobie wewnętrzną niechęć do dzieci. Co więcej dowiedziałam się od niego, że odrzucam własną kobiecość i seksualność. A także, że jestem zapętlona w wewnętrznych blokadach po uszy. Jednocześnie całkowicie na trzeźwo i świadomie pięknie się tego wszystkiego wypierałam. A tymczasem moje ciało mówi zupełnie co innego i tym innym są właśnie m.in. powyższe zdania.

Przez większość mojego życia samobiczowałam siebie poprzez nienawiść do mojej kobiecości związanej z płodnością. Tym samym karmiłam regularnie endometriozę która w takim układzie miała prawo hulać w moich wnętrzach do woli. Sama stwarzałam warunki dla których choroba mogła się rozwijać. To moja nieświadomość doprowadziła do samozniszczeń jakich dokonała endometrioza. A ból to tylko nośnik tych wszystkich emocji, uczuć, historii z życia mojego i wyssanych wraz z genami moich przodków.

Kiedy słyszałam tekst: "przytul samą siebie, przytul swoją kobiecość, swoje wewnętrzne cierpiące dziecko, przytul swój brzuch, każdy narząd... przytul swoją macicę" jedyne na co było mnie stać to  ironiczny pusty śmiech, facepalm do kwadratu!

Życie wbrew siebie samej czyli gdy ciało mówi co innego niż głowa z poziomu świadomości to coraz częściej spotykany schemat. Społeczeństwo i otoczenie wywiera na nas presję jak mamy żyć i my na siłę, wbrew sobie samym próbujemy się dostosować. Więc gdy lekarz mówi 20-letniej dziewczynie: "zachodź w ciążę!" to ta w tym momencie totalnie się gubi i nie wie co ma dalej robić. Zaczyna się walka z samą sobą, zazwyczaj w dużej mierze autodestrukcyjna.

A może by tak rzucić wszystko w kąt i rozpocząć naukę życia w szczęściu z samą sobą? A dlaczego by nie spróbować przytulić siebie samą i tą Bogu ducha winną macicę? Nie napiszę tego tutaj wprost, co Ty masz robić. Wolę zadawać pytania tak aby każdy mógł sam sobie na nie odpowiedzieć, tak jak czuje tu i teraz.

Wiem jak to jest gdy sukcesywnie wszystko odkładasz na boczny tor pod hasłem: "a nóż będę w ciąży". Po co planować wyjazdy, wydatki, lepiej wszystko odkładać na zaś, na kolejne wizyty itd.

Wiesz jak trudno jest pokazać miłość Dziecku jeśli nie kocha się siebie samej? Jak myślisz skąd jest niechęć ze strony otoczenia do Twojej osoby? Otóż otoczenie i każda napotkana na naszej drodze osoba stanowi nasze odbicie lustrzane. W każdym człowieku możemy śmiało przeglądać się jak w lustrze. Jeśli odczuwamy niechęć to zastanówmy się skąd ona tak na prawdę pochodzi. Być może właśnie z tego źródła które świadomie odrzucamy. Których osób nie lubimy i dlaczego? Te osoby a raczej ich cechy których nie znosimy są również tymi, które posiadamy sami a ich nie akceptujemy.

Bardzo trudno jest zaakceptować niemoc i bezsilność. Jednak to nie jest tak, że najpierw pojawia się choroba a potem związane z nią emocje. To emocje są zawsze na pierwszym miejscu. Więc zanim pojawia się choroba to jest szereg emocji które wpływają na jej pojawienie się. Z poziomu logiki wydaje się oczywiste więc, że w obliczu choroby zwalczamy jej skutki i bronimy się przed nią. Przecież nikt świadomie nie poddaje się chorobie. No nie ale nieświadomie to już inna bajka. Jeśli stosowane leczenie nie skutkuje zamierzonymi efektami to warto głębiej zastanowić się dlaczego. Zazwyczaj jednak tego nie robimy i skupiamy się tylko i wyłącznie na tym co towarzyszy nam z obecnym stanem nie zdając sobie sprawy z tego gdzie tak na prawdę tkwią przyczyny. Odpowiedź znajdziemy w nas samych, nigdzie indziej.

Poprzestawiałam swoje priorytety. Moim celem nie jest ciąża i kolejne dziecko a pokochanie siebie samej. Chcę przekazać mojej Córce zupełnie inny model miłości siebie samej niż ten który przekazano mnie. Dla mnie upragnionym celem jest możliwość funkcjonowania na dwóch nogach i realizowanie siebie. Życie w poczuciu spełnienia i szczęścia z sobą samą. Nie chcę uciekać od tego co naprawdę czuję. I tak przytulanie siebie samej praktykuję każdego dnia, co pozytywnie wpływa również na mojego dziecko i męża. A ja odczuwam mniej bólu.

To nie jest tak, że całkowicie nie myślę o tym, że chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Chciałabym owszem ale nie jest to cel pierwszoplanowy a w sferze dalekich marzeń. Najważniejsze jest to co mam teraz a pracy nad moim ciałem i duszą mam przed sobą jeszcze dużo.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz