Zmiana scenariusza


Mogłabym napisać, że życie lubi zaskakiwać.
Ale to banał.
Banał jest też taki, że przeżywam setną z kolei powtórkę z rozrywki.
Może własnie na tym ma polegać mój plan?



Kiedyś pewna osoba powiedziała mi, że powtarzające się sytuacje z życia są po to aby odrobić poprzednie lekcje. Więc jeśli po raz kolejny wychodzę od lekarza z fatalną informacją co jest sytuacją, która powtarza się w moim życiu po raz 10-ty. To znaczy, że poprzednich 9 razy nie przerobiłam w odpowiedni sposób. Co to oznacza? No cóż. Człowiek jest chodzącą zagadką i wszystkiego nie ogarnia...

Co zawsze robiłam w takich sytuacjach? Zawsze płaczę. Włącza mi się ryczek na zawołanie. Po czwartkowej wizycie u lekarza np. płakałam wszędzie: idąc chodnikiem, jadąc autem, w kolejce do rejestracji, w urzędzie pracy i w zusie, u Teściowej i przez telefon w rozmowie - płakałam, głos mi się łamał. Bo się po prostu boję. Zawsze się tego bałam. Boję się lekarzy, diagnoz, ingerencji chirurgicznych, operacji, BÓLU. Niezależnie od tego ile razy to przeżyłam i czułam, boję się dalej. Jestem wykończona przewlekłym bólem, który towarzyszy mi od niemal 7 lat. 

W międzyczasie śpiewam np. Lanę Del Rey i słucham bardzo głośno muzyki. Próbuję zagłuszyć myśli i wypuścić ten strach. Nie chcę się nakręcać. Natomiast doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w takich chwilach przyszłość nie nastraja pozytywnie.

Śpiewałam do prawie 3 w nocy. Śpiewałam przez połowę następnego dnia. Jestem spokojna a jak zaczynam się niepokoić to przynajmniej nucę pod nosem. Tym razem scenariusz układam inaczej niż dotychczas. Nie denerwuję się tak bardzo mimo obaw i lęku. Sukcesywnie układam plan działania, zbieram informację. Otaczam się najlepszymi na świecie ludźmi. Mam taką MOC wsparcia jak nigdy dotąd. I chociaż o bezpośrednią pomoc nie proszę to ta pojawia się bezinteresownie. Wyszłam ze schematu już na starcie.

Lęk i strach jest tym razem bodźcem który mnie determinuje i motywuje do działania. Nie pławię się w żalu i nienawiści do własnego ciała. Nie czuję zawodu wobec siebie samej. Wiadomości od lekarza odbieram jako sygnał mobilizujący do dalszej wędrówki w głąb siebie. Odrzucając schematy zmieniam stary, wytarty scenariusz. Wprowadzam zamieszanie w bieg zdarzeń.

Ostatnie tygodnie to pasmo naprzemiennych wiadomości: złe przeplatają się z dobrymi. Ostatnie dni natomiast to same złe wiadomości. Wg starego scenariusza powinnam być w czarnej dupie i użalać się nad tym jak los mnie doświadcza. Bluzgać dookoła i obrażać się na Pana Boga. Po co mam karmić negatywami moje zmęczone ciało? Jeśli mam jakiegoś guza to jest to oznaka, że organizm zwyczajnie nie wyrabia, nie nadąża za procesami przez jakie przechodzę. Więc nie mogę kopać leżącego. Wg totalnej biologii wszelkie guzy, torbiele itp są oznaką procesów zdrowienia. I ja zostaję przy tej wersji niż takiej, że grozi mi niebezpieczeństwo.

Na dzień dzisiejszy plan działania by me wygląda następująco:



Dieta, poza typową dietą na endometriozę odstawiam całkowicie kawę i mięso. Zamierzam przez 1 cykl zastosować dietę Dąbrowskiej - chciałabym zrobić 3 tygodnie ale nie wiem jak zniosę ewentualne bóle brzucha.
Sok z pokrzywy - ze względu na porę roku muszę kupić, natomiast na wiosnę będę zbierać i wyciskać sok.
Ponadto zioła:


 - po łyżce każdego plus skrzyp, wrzucam do rondla z 1 litrem wrzącej wody, gotuję 5 minut, parzę 15 minut, przecedzam przez sito i piję przez cały dzień.
Ponadto protokół jodowy, plus smarowanie jodem brzucha.
W ciągu dnia 4h okłady z ziół szwedzkich: 






Wieczorem 2h okłady z oleju rycynowego. Instrukcje w tym miejscu
Na noc okłady z roztworu soli kłodawskiej. Instrukcje w tym miejscu

Złuszczające kulki ziołowe - więcej w tym miejscu
Mam jeszcze instrukcje do okładów z parowanego skrzypu ale nie dam rady ze wszystkim.
W planach jeszcze mam oczyszczanie wątroby - to raczej w marcu lub przełom marca i kwietnia.
Do tego joga albo rozciąganie vel streching.
Nie zamierzam odstawiać LDN który biorę od czerwca minionego roku, zaraz wchodzę na dawkę 4mg.
W lipcu mam planowany rezonans magnetyczny, więc co najmniej do tego czasu wstrzymuje się z decyzją o operacji. Poza tym potrzebuję kilku konsultacji lekarskich, a to zajmie trochę czasu. Więc z jednej strony zamierzam jeździć po lekarzach a z drugiej działać od strony naturalnej.

Komentarze

  1. jak kolwiek by nie było Dasz radę jesteś mega wielka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja Ci mówię odpuść sobie totalnie wszystko i w końcu się poddaj. Twój organizm i głowa blagaja Cię o poddanie. Czy tego nie rozumiesz? Co wypracowalas to z Tobą zostanie. Przestań kręcić się jak ta cholerna mrówka. Mówię tak bo przeżyłam podobne A nawet jeszcze gorsze rzeczy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga