Szczęście do kwadratu


W ostatnim tygodniu usiłowałam napisać post o tym jak mam dość.
O tym jak straciłam wiarę, jak odpuściłam z dietą 
I o tym, że mój mózg jest uzależniony od stanu chorobowego.
I coś mi nie szło to pisanie.



Mam zapisanych kilka wersji roboczych, bo ostatnie dni i tygodnie to spadek formy z mojej strony. Miałam totalną załamkę, nasilone bóle i ciężki okres. Cały czas miałam myśl, że jest ze mną fatalnie, źle i w ogóle. Panicznie bałam się iść do lekarza i powtórzyć badanie usg. Wciąż miałam w głowie słowa lekarza: "musi pani iść na operacje, torbiel może pęknąć, zagraża pani życiu." Chwilami czułam się jakbym chodziła z bombą z opóźnionym zapłonem, bałam się dotykać własnego brzucha. Płakałam i wyłam po kątach - to było bardzo trudne.

Wczoraj miałam usg brzucha. Ginekologów omijam szerokim łukiem, na razie nie mam do żadnego zaufania. A ich brak wiedzy odnośnie endometriozy wyprowadza mnie z równowagi. Torbiele oglądam przez brzuch u radiologów - wszystko widać. Byłam w takim stresie, że dostawałam ataków paniki i lęku. Przed wyjściem z domu żarłam chipsy, dzień wcześniej piłam jakieś marne piwo z biedronki. Gdy kładłam się do usg, głos mi się łamał. Miałam wrażenie, że zaraz usłyszę kolejny wyrok.

W moim przypadku endometrioza jest silnie związana z immunologią, hormonami i stresem. Te 3 czynniki mają wpływ na rozrost i remisję choroby. Zmiany zazwyczaj pojawiają się po okresie nerwowym gdzie nie miałam poczucia bezpieczeństwa i strach o utratę czegoś, bardzo dominował w moim życiu codziennym. Te wnioski są wynikiem moich osobistych obserwacji. Jeśli tracę poczucie bezpieczeństwa i zaczyna paraliżować mnie strach - automatycznie gorzej się czuję i pojawiają się zmiany. Dlatego jeśli podchodzimy do tematu detoksu, postu czy innego oczyszczania należy wziąć pod uwagę naszą kondycję psychiczną oraz stan naszej duszy. Torbiele, guzy i inne tego typu zmiany w organizmie poza nagromadzeniem toksyn, są wynikiem naszych emocji i uczuć. Dlatego podczas detoksu zaliczamy kryzysy fizyczne i emocjonalne.

O tym jak to się zaczęło możecie przeczytać tutaj

Potem była natychmiastowa, impulsywna decyzja o podjęciu się diety dr Dąbrowskiej  A o emocjach i oczyszczaniu duszy pisałam tutaj.

Teraz z czystym sumieniem mogę też, przyznać się Wam do tego że poza dietą, ziołami, okładami i innymi pierdołami. Stosowałam również lewatywy. Kupiłam sprzęt do robienia zabiegów w domu, piłam zakwas z buraków, przyjmowałam probiotyki. Dodam tylko, że lewatywy domowe są nieporównywalne z tymi w szpitalu. To zupełnie inna jakość zabiegu. Zdecydowanie na plus - znacznie większy komfort. Jestem pewna, że lewatywy również przyczyniły się do poprawy mojego zdrowia. Robiłam z gotowanej kawy, z sokiem z cytryny, z solą i płynem lugola.

A teraz przejdźmy do dowodów. Pokażę Wam wynik jednego z badań usg, które wykonałam 5 lutego:


Lekarz ginekolog u którego byłam wcześniej, zapewniał mnie że torbiele po prawej stronie to endometrialne. Z resztą w obrazie usg było widać charakterystyczne szare szmery  - ja też je widziałam. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to były zmiany czekoladowe. Radiolog opisujący usg nie mógł napisać ze 100% pewnością, że są to zmiany endometrialne - to było usg jamy brzusznej. Ponadto podczas tego badania nie można było też sprawdzić zmian w pęcherzu moczowym, bo ten był pusty. Natomiast od co najmniej 1,5 roku mam charakterystyczne bóle pęcherza, które świadczą o ognisku endometriozy. Co potwierdziło najnowsze badanie usg - gdzie miałam już pełny pęcherz i wszystko było widoczne. W opisie widać jasno i wyraźnie, zmiany z prawej strony miały 69mm x 36mm natomiast zmiany z lewej strony miały 63mm x 37mm. Jak wygląda sytuacja na dzień dzisiejszy? 


Widoczna zmiana w pęcherzu moczowym, której wymiary nieco się zmieniły w porównaniu z opisem z przed roku (wtedy 24mm x 14mm), zmiany w lewym jajniku są mniejsze o 6mm a tych z prawej strony po prostu NIE MA. 

Wiem, że na fcb podałam odwrotne wymiary ale pisałam post zanim wyciągnęłam opis usg z lutego. Poza tym trzymały mnie jeszcze emocje.  Dodam, że po diecie Dąbrowskiej miałam 42 dniowy cykl, co było rekordem w moim przypadku, gdzie cykle mam średnio 24 dniowe. Z innych plusów diety: brak pmsu, brak plamień i charakterystycznego bólu przed okresem, zmniejszony o 70% cellulit (jeszcze trochę zostało), wzmocnione włosy (nie wypadły mi), mniejsze bóle w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Większa siła, chęci i moc do życia. 

Plan na najbliższą przyszłość jest bardzo prosty: niebawem startuję z drugim cyklem diety dr Dąbrowskiej i nie czekam aż upłynie pełne 5 miesięcy od zakończenia poprzedniego postu. Dalej będę przyjmować płyn lugola i przynajmniej część witamin i suplementów oraz zioła. Nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że za moim sukcesem stoi sama dieta dr Dąbrowskiej. Z resztą, w publikacjach pani doktor można znaleźć informacje, że ta dieta leczy endometriozę tylko w pojedynczych przypadkach. Intuicyjnie czułam, że sama dieta to za mało. Nie ukrywam też, że w tym wszystkim bardzo pomaga mi wiara. Prawda jest taka, że od początku postu byłam wielokrotnie u spowiedzi, gdzie wyrzucałam z siebie kolejne syfy emocjonalne. Miałam wsparcie każdego księdza, z którym rozmawiałam i wiem, że wciąż modlą się o moje zdrowie. Poza tym wsparcie - moich endo sióstr, mojej Teściowej - która wierzy we mnie nawet bardziej niż moja Mama, która nie do końca ufa "moim" metodom ;) (wybaczam Jej i rozumiem :P ) mojemu mężowi, który nie komentuje moich poczynań a to już jest ogromny plus, bo nie potrzebuje żadnych dobijających komentarzy, moim siostrom - które mimo obaw wierzą we mnie bardziej niż ja sama w siebie. Krzyśkowi który wciąż powtarza mi jak mantrę: "rób dalej swoje", który znosi moje marudzenie i liczne kryzysy, trzymając mnie w ryzach, podczas gdy szargają mną najczarniejsze myśli. 

Dzisiaj jestem szczęśliwa do kwadratu, mam zaciesz na gębie co i rusz. Wszelkie załamanie i wątpliwości wyparowały! Dostałam mocnego kopniaka w tyłek aby "dalej robić swoje". Pamiętajcie o tym, że w moim przypadku kolejna operacja to ogromne ryzyko powikłań a szanse na lepsze funkcjonowanie coraz mniejsze. Nie uśmiecha mi się stomia czy łatany pęcherz moczowy. Lekarze nie mają do zaoferowania nic poza operacjami i hormonami - to drugie też u mnie się nie sprawdza. To co robię wymaga ogromnego wysiłku, determinacji, samozaparcia i dyscypliny. Jest czymś bardziej wymagającym, niż chirurgiczne usunięcie zmian. Tylko, że chirurgia to są powikłania i kolejne problemy a i tak nie stanowią remedium na chorobę. W niemal wszystkich przypadkach, po każdej operacji następuje, prędzej czy później nawrót endometriozy. 


Gdy podejmowałam się diety spotkała mnie też falą krytyki. Usilnie próbowano mi wmówić, że sobie zaszkodzę i będzie gorzej. Nie wiem czy kojarzycie ale pisałam też o litym zroście w miejscu usuniętego jajowodu... no cóż tego zrostu tym razem nie było widać w obrazie usg. Więc do tych wszystkich osób, mówię Wam: cmoknijcie mnie gdzieś! 

Komentarze

  1. juz niedługo. w koncu kiedys musi przestac byc "pod górę"!!!!!!!!!!!!!musi!!!!!!!!!!!!Podzwiam cie i rozumiem Twoją determinacje ale kurcze jak mnie brakuje chwil, takich zwykłych codziennych o których kochałam czytac na Twoim blogu ( niedługo minie 7 lat jak do Ciebie zaglądam) takiej prozy zycia- jak sprzatasz (jeszcze w starym domu) jak pozarłas sie z chłopem, jak odwazyłas sie wsiasc do auta, co upolowałas w lumpie....ech niech ta endometrioza wreszcie zostanie historią!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak wlasnie! Blog zdominowany przez chorobe... szkoda ☹

      Usuń
    2. Moje życie jest zdominowane przez chorobę i wszystko co jest z nią związane. Tak samo jest w przypadku innych kobiet z endometriozą. I na razie tak zostanie, dopóki nie wyjdę na prostą.

      Usuń
    3. Hej. Od jakiegoś czasu czytam Twoje posty i obserwuję na instagramie. Natchnęłam się na swoje wyniki:rok temu endometrium typ5 grubość 8mm 2 warstwy. W tym roku 12,5 mm 2 warstwy. Miednica mała wolna i jajniki b.z. Nigdy lekarz nie wspominała nic. Mówił, że wszystko jest ok i jestem zdrowa. Cytologia ok. Czy to endometioza?...

      Usuń
  2. Endometrioza to endometrium poza macicą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzieś obilo mi się o uszy, że dieta dr Dąbrowskiej wychladza macice i nie jest dobra w przypadku późniejszych starań o dziecko, wiesz coś może na ten temat? A tak to dużo wytrwałości, tylko tak dalej. Cięzki jest żywot endokobietek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak słyszałam. I mam to gdzieś ;) Rozgrzewająca macicę dieta, którą stosuje od ponad dwóch lat nie daje takich efektów jak czasowa dieta dr Dąbrowskiej :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga