Z dietą dr Dąbrowskiej po raz 2


Wszystkie znaki na niebie dawały mi znać, 
więc od minionego piątku ponownie jestem na diecie dr Dąbrowskiej.
Nie mogło być inaczej.


Wg powszechnych zaleceń, po zakończonym jednym poście należy odczekać tyle miesięcy, do następnego postu ile tygodni było się na poprzednim. Jeśli byłam na diecie 5 tygodni, to powinnam odczekać 5 miesięcy. Tak się jednak nie stało. Po przewertowaniu lektury, konsultacji z mądrzejszymi ode mnie, zrobieniu badań podjęłam decyzję, że nie będę czekać.

Gdy podjęłam decyzję i miałam mniej więcej obrany termin rozpoczęcia postu miałam niezwykły sen: śniło mi się, że pojechałam do Białegostoku do szpitala na badania specjalistyczne. Miało to być usg z tzw. wlewką i kontrastem w celu jak najlepszej diagnozy stanu endometriozy. Czekając na korytarzu minął mnie Profesor, u którego leczyłam się wiele lat. Jednak w tym śnie, nie byłam tam jego pacjentką. Powiedziałam do niego dzień dobry a on mi odpowiedział po czym towarzyszył mi przy badaniu. Następnie zadał mi pytanie: "Ania a dlaczego Ty nie chcesz się leczyć?" Na myśli miał leczenie hormonalne. Odpowiedziałam: "Ponieważ nie toleruję hormonów oraz na nich czuję się gorzej psychicznie i fizycznie." Po czym opowiedziałam lekarzowi o pierwszym poście oraz efektach, gdzie zniknęła mi 7cm torbiel endometrialna. Profesor powiedział, że poza torbielą zniknęło mi wiele zrostów, gdyż widział "ślady" po nich w obrazie usg. (we śnie wszystko jest widocznie i możliwe ;) ) Po czym patrząc w dokumentację i rozpiskę mojego cyklu, powiedział abym zrobiła jeszcze raz dietę dr Dąbrowskiej, zaczynając ją dokładnie od piątku - 25 maja.

Po tym śnie nie miałam już żadnych wątpliwości co do tego terminu. Uznałam, że mam pełną akceptację tej decyzji, jest ona słuszna i odpowiednia. Tak po prostu ma być. 

Dokładnie tydzień temu dostałam okres, początkowe bóle nie zapowiadały niczego negatywnego. Po raz pierwszy od niemal 7 lat przetrwałam przez te dni, bez tego cholernego bólu z lewej strony! O tym jakie efekty przyniósł poprzedni post, możecie przeczytać tutaj. A minione dni okresowe, utwierdziły mnie w tym, że tego zrostu na jelicie po prostu nie ma, tak samo jak i torbieli z prawego jajnika. 

Dlaczego więc podjęłam się ponownego postu? Ponieważ w lewym jajniku mam bombę. 6cm torbiel wewnątrz jajnika, rozdyma i rozwala go od środka. Ponadto spory naciek endometriozy w ścianie pęcherza moczowego - źródło okrutnego bólu. Zaczyna boleć dopiero 3 dnia okresu i boli jeszcze co najmniej tydzień, nawet jak już krwawienie się zakończy. Ból pęcherza zaatakowanego endometriozą jest bardzo zbliżony, w moim przypadku, do bólu zapalenia pęcherza. Boli podczas oddawania moczu - zwłaszcza na koniec, wtedy jest najgorzej. 

Podczas poprzedniej laparoskopii miałam usuwane endo z pęcherza, ta wróciła przede wszystkim w wyniku silnego stresu, jaki przeżyłam 1,5 roku temu. Wtedy to zaczęłam mieć objawy ze strony pęcherza. Jednak nie skupiałam się na nich zanadto, ponieważ bardziej bolało co innego. Oczywiście, biorąc pod uwagę podejście ginekologów - mam już 3 skierowania do 3 szpitali, na kolejną operację. Jednak operacja endometriozy pęcherza w moim przypadku niesie ogromne ryzyko powikłań a średnie szanse na poprawę jakości życia. Oczywiście nawrót endometriozy w tym miejscu, gwarantowany. Moja zmiana jest w ścianie pęcherza a to oznacza, że podczas operacji wytną mi ją, robiąc dziurę w pęcherzu a następnie zszywając go - rekonstruując. Niestety żaden z lekarzy, nie jest w stanie mnie zapewnić, jak będę funkcjonować po takiej operacji. 

Tymczasem, po ostatniej wizycie usg w mojej głowie zaszły pewne zmiany. Przede wszystkim, czekając na okres trzymałam się myśli: że będzie mnie bolało. Do tej pory za każdym razem, z każdym cyklem miałam nadzieję, że będzie lepiej. Analizowałam swoje poczynania w danym cyklu, że przecież tyle zrobiłam! A potem jeb! Ból, za bólem a ja wyję do ścian i mam ochotę strzelić sobie w głowę z bezsilności i bezradności. - tak było za każdym razem, schemat w którym tkwiłam mi nie pomagał. Dlatego tym razem było zupełnie inaczej. Tak jakbym dała pozwolenie na odczuwanie bólu, albo zaakceptowała chorobę i pozwoliła na jej istnienie. Jestem pewna, że stary schemat przyczyniał się do nasilenia dolegliwości bólowych. Zwłaszcza brak akceptacji i zgody na to, że choruję i cierpię. Wiele razy powtarzałam i pisałam, że nie mam akceptacji na ból i cierpienie. Postrzegałam to doświadczenie jako karę. Z resztą dla mnie endometrioza przez długie lata była postrzegana jako kara a życie z nią to horror, terror i więzienie! Moją upartą głowę dopiero ruszył z miejsca Krzysiek, który jak mantrę powtarzał  tak wiele słów, które były i są oczywistą prawdą. Za którymś razem ta mantra zaczęła do mnie docierać. Zachęcam Was również, do wysłuchania tego nagrania w artykule na portalu: Chcemy Być Rodzicami, właśnie o karaniu siebie i odczuwaniu bólu.




Żeby było jeszcze bardziej ciekawie, miniony piątek - czyli pierwszy dzień na poście, spędziłam poza domem w drodze i z powrotem do i z Warszawy. Wyruszyłam po 7 rano a wróciłam po 21. To nie był dla mnie problem, po prostu zabrałam ze sobą jedzenie w drogę. U mnie lunchbox czy słoiki to absolutny must have, gdy wyruszam poza dom. 
Sałata z ogórkiem, pomarańczą, jabłkiem, solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Leczo oraz zupa. 
Jak długo zamierzam być na diecie? Tak jak poprzednim razem, tak i teraz: minimum 14 dni. Czy będzie dłużej? Po tych 14 dniach, każdy kolejny to już jest z dnia na dzień. Nie wiem ile będzie teraz, choćby z faktu, że zamierzam mieć dni na samych płynach, oraz stosować lewatywy - a to jeszcze bardziej wzmacnia i przyspiesza efekty diety. To organizm powie mi, kiedy mam zacząć wychodzić z diety. Tak samo jak poprzednim razem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga