Transformacja

Jestem w wyjątkowym czasie i miejscu.
To co przechodzę od kilku tygodni jest wręcz nieprawdopodobne.
Absurdalne, chwilami nie ogarniam własnej rzeczywistości.
Jakbym brała udział w spektaklu, gdzie scenariusz i reżyseria jest na podstawie mojego życia.
Cała przeszłość skondensowana w kilka dni i tygodni.



Niewątpliwie przechodzę armagedon. Widać to w moich rysunkach, gdzie przewodzi motyw ognia i fajerwerki w ruchu. Moje sny to inny wymiar, bardzo wymowne symbole i wydarzenia. Wczorajszy dzień 08. 08. 2018r to istne trzęsienie ziemi.

Kilka miesięcy temu dostałam telefon, zostałam zaproszona na rozmowę. Padła propozycja stażu, w pewnym miejscu, w pobliskim mieście. Po długich przemyśleniach, wszelkich za i przeciw podjęłam decyzję, że się zgadzam. Miało być dobrze: ja na stażu, w dodatku mogłabym zabierać Córkę ze sobą do pracy, więc nie było przeszkody opieki nad dzieckiem. Po różnych perturbacjach zaczęłam staż z dniem 01. sierpnia. I przeżyłam zderzenie z górą lodową.

Nie chcę opisywać wszystkich absurdów tego miejsca. Zabrakłoby miejsca ;) Przede wszystkim, w dniu 01. sierpnia dowiedziałam się, że w swojej pracy będę zupełnie sama. Osoba tam pracująca jest na umowie zlecenie, przez 4h dziennie ale tylko do końca sierpnia. Miałabym być sama, mając pod opieką grupę dzieci z rodzin dysfunkcyjnych i patologicznych. Wraz z kolejnymi dniami, wychodziły na jaw inne "kwiatki". Jak np. to, że nie zostałam skierowana na badania lekarskie co jest obowiązkiem pracodawcy. W miniony wtorek okazało się, że wśród grona dzieci objętych moją opieką znajduje się dwoje chorych z upośledzeniem umysłowym. I tego już było za dużo. 

Nie posiadam kwalifikacji aby opiekować się dziećmi z takimi dysfunkcjami. Ponadto nie powinnam zostawać z nimi zupełnie sama. W międzyczasie dowiedziałam się też, że miejsce pracy praktycznie nie ma dofinansować i wszelkie materiały biurowe, dokumenty czy materiały papiernicze do pracy z dziećmi miałabym organizować we własnym zakresie! Nie mając innej perspektywy, brak możliwości współpracy z pracodawcą, podjęłam decyzję, że przerywam staż. W dniu wczorajszym zgłosiłam się do urzędu pracy, opowiedziałam wszystko i złożyłam odpowiednie podanie. 

Najbardziej bałam się całkowitej odpowiedzialności za dzieci a zwłaszcza tego, że w przypadku sytuacji zagrażającej jak np. agresja dzieci, ja miałabym największe problemy. Nie mogłabym liczyć na wsparcie ze strony pracodawcy. 

W związku z tą sytuacją dostałam ogrom wsparcia i zrozumienia od swoich bliskich a także pań z urzędu. 

To był bardzo stresujący tydzień, biorąc pod uwagę fakt, że 03 lipca zrobiłam rezonans magnetyczny, a wczoraj otrzymałam opis. Jakby było mało stresu przez cały tydzień, wczorajszy dzień, gdzie rezygnowałam ze stażu to jeszcze istna wisienka na torcie: opis rezonansu, gdzie mam stwierdzony równy armagedon w mojej miednicy mniejszej. 

Wszystko skumulowało się jednego dnia. Co ciekawe, coś pod skórą od samego początku mi mówiło, że jest coś nie tak z tym miejscem pracy. Ponadto wczorajszy dzień jest odzwierciedleniem sytuacji z przed 2,5 roku, gdzie dzień po dniu zostałam bez pracy, a kolejnego dnia miałam wizytę u Profesora w Białymstoku i okazało się, że będę miała operację. Pisałam o tym tutaj i tutaj Przez wczorajszy dzień towarzyszyło mi uczucie deja vu. Z tej całej kumulacji wyszło wczoraj nieco alkoholu. Choćby po to aby dzisiaj rano wstać z wolną głową, mniej przeciążoną emocjami. Wczoraj, było już za dużo wszystkiego. Świat się skończył. Dzisiaj rozpoczął się świat na nowo.



Dzisś myślę nieco inaczej. Gdy emocje opadły, złości, bezsilności, bezradności, rozpaczy, rozczarowania itd. itp. zaczęłam sytuację racjonalizować. Dostałam ogrom wsparcia, które podtrzymało mnie na powierzchni na tyle, że nie miałam odwagi odwalić jakiejś głupoty. Aczkolwiek wczoraj, miałam myśl, że nie chcę już żyć. 

Dzisiaj biorę pod uwagę fakt, że rezonans robiłam 03. lipca a dzisiaj mamy 09. sierpnia. W międzyczasie przeszłam przez te warsztaty, które bardzo mocno wpłynęły na moje doświadczenia a szczególnie na poziom emocjonalny. Mój sposób odbierania choroby uległ pewnej zmianie i wbrew temu co mi powiedzieli niektórzy, mimo tych wyników ja nie czuję abym potrzebowała operacji. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Tak po prostu czuję.

Biorę udział w niezwykłym czasie, procesach podczas których przepracowuje ciężkie okresy mojego  życia. Dzisiaj dobitnie dotarło do mnie, że jest to pewien sposób transformacji życiowej. Wracają do mnie nieprzepracowane sytuacje z przeszłości. Bo właśnie teraz jest czas i pora aby się z nimi rozprawić. 

Tymczasem, dla odmiany dzisiaj - dostałam telefon z niewiarygodną informacją. W najbliższy poniedziałek jadę do Warszawy. Nie jest to związane bezpośrednio ze zdrowiem aczkolwiek występuje tutaj pewien związek. Będzie się działo. Trzymajcie kciuki. 

Dziękuję Wam, za to że jesteście i dajecie mi siłę. Za wsparcie <3 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga