Zadanie domowe.

Co i rusz łapię chwilę, siadam i zaczynam pisać.
A potem odkładam nie dokończony post na kolejne dni i tygodnie... 
Dużo, dużo się dzieje u mnie od wielu tygodni.
Jeszcze więcej pracy - na każdym poziomie i na każdej płaszczyźnie.



Jestem zadaniowcem. Wyznaczam sobie cele, metę, punkty odniesienia i do nich dążę. Okazało się, że po osiągnięciu jednego z najważniejszych celów w życiu, z głębi wypłynęły tematy skrywane pod grubą warstwą walki o swoje zdrowie i życie. Kiedy skończyła się walka, leżałam pośród gruzowiska a dookoła opadał kurz. Byłam sparaliżowana i nie mogłam się ruszyć. Im więcej upływało czasu od operacji, tym we mnie narastał wewnętrzny niepokój. Paradoksalnie osiągając cel, upragniony spokój, brak głównego źródła bólu i spokój - ja odczuwałam coraz większy, nieopisany lęk. W końcu zdałam sobie sprawę, że to co się ze mną dzieje to nic nowego i już tego stanu doświadczyłam w życiu.

PTSD - zespół stresu pourazowego i nerwica lękowa. Towarzyszą mi od dzieciństwa, w wyniku trudnych doświadczeń. Dlatego od kilku tygodni, zanim objawy zdążyły się nasilić ja trafiłam do rewelacyjnej psycholog. Postawiłam sobie mały cel... chciałabym przepracować tą ważną działkę z mojego życia, bez konieczności stosowania farmakologii. Wiem po prostu, że farmakologia jest dobra przy silnych objawach np. ataku paniki czy ciągłego stanu lękowego, ale mimo wszystko leki utrudniają pracę terapeutyczną nad źródłem lęku. 

Mogę jedynie dodać, że zarówno PTSD jak i nerwica potrafią ujawniać się po długim, wyczerpujących stresie. A mnie stres nie opuszczał przez długie lata. 

Pracuję nad tym i jest lepiej. W końcu zamiast uciekać przed lękiem i emocjami zauważam je. Dzisiaj mam jeszcze większą świadomość tego, że walka jaką przeszłam była swego rodzaju ucieczką przed tym, co wychodzi teraz. I na odwrót: to nad czym pracuję teraz było jednym z wyzwalaczy do walki. 

Jak to teraz wygląda? Tak, że obecnie płaczę nad doświadczeniami z przed ponad 20 lat nad którymi nigdy dotąd nie płakałam. Potrafię wypowiedzieć słowa, które nosiłam w sobie od dawna. 

Moje życie po operacji na prawdę wkroczyło w nową epokę. Jest nowe, lepsze. Obecnie jestem w pięknym procesie, w trakcie którego uwalniam z mojego ciała traumy przeszłości. W końcu zwracam uwagę na to co się pojawia. Nie omijam, nie spycham na dno mojej duszy. Wręcz przeciwnie: pozwalam na to aby kiszone przez lata emocje wychodziły z głębi. Pozwalam im po prostu wyjść, stawić czoła, zaakceptować. 

Terapia którą aktualnie przechodzę jest kontynuacją procesu, w jaki weszłam kilka lat temu. Wtedy jeszcze na etapie walki, z poziomu strachu. Dzisiaj jest to inny poziom na który pracowałam do tej pory. Dużo jeszcze przede mną. Mam na to całe życie. 

Podczas spotkań z psychologiem dostaję różne zadania domowe. Jednym z nich jest robienie podsumowania z każdego dnia. Rozpisuję 10 rzeczy za które jestem w stanie siebie pochwalić. Wychwytuję dobre momenty również z córką i ze strony męża. To działa. Polecam więc również każdemu, kto czuję taką potrzebę. W ferworze bólu i cierpienia da się wychwycić to co dobre. Na prawdę. 

W tym procesie bardzo ważne jest też wybaczenie. Jeśli wyciągamy z naszej głębi najcięższe emocje, dotyczą one konkretnych wydarzeń jakich doświadczyliśmy. Te wydarzenia związane są z konkretnymi osobami. W związku z tym możemy nosić w stosunku do tych osób, przez długie lata różnego rodzaju urazy. Tym urazom towarzyszą konkretne emocje i uczucia: złość, wkurw, gniew itp. Dlatego tak ważne jest wybaczenie. 

Wybaczenie również sobie samemu. Często bowiem jest tak, że żywimy urazy i pretensje do siebie samych. Za coś, co nas kiedyś spotkało. 

Zdjęcie: Miracolo Clinic

Napisałam tego posta ponieważ, terapia i wsparcie psychologiczne jest bardzo potrzebne kobietom chorującym na endometriozę. Napisałam o tym również dlatego, że wiele kobiet oczekuje od lekarzy cudownego uzdrowienia. Tego, że lekarz zastosuje metody leczenia, dzięki którym ból zniknie raz na zawsze. Lekarze i inni specjaliści to nie magicy. Nie mają czarodziejskiej mocy. Jednym pomogą bardziej, drugim mniej. Wszystko zależy od studium indywidualnego przypadku. A my wciąż mamy tendencje do porównywania się z innymi. Moje obecne życie nie jest pozbawione bólu w 100%. Natomiast odczuwam diametralną poprawę, co jest niebywałe! Ja to cholernie doceniam, uważam za absolutny cud. Natomiast inne dolegliwości, jakie towarzyszą mi po operacji wynikają z innych przyczyn niż przebyta i usunięta endometrioza. 

Dlatego stosuję odpowiednie żywienie, suplementy i pracę z samą sobą. Ponadto samo doświadczenie wieloletniego bólu, pobytów w szpitalach a także operacji niosło za sobą traumy. - do przepracowania w nowej życiowej epoce. 

Jeśli się choruje i cierpi przez długie lata, ciężko jest sobie wyobrazić jak można żyć bez tego bólu. Ból to nie tylko aspekt fizyczny. Usunięcie choroby na stole operacyjnym, przez najlepszego chirurga może nie skutkować eliminacją całkowitego bólu. Jest jeszcze aspekt psychologiczny i duchowy. Psychika i dusza stanowią integralną część z naszym ciałem. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga