Kobieta kobiecie wrogiem #chorobyniewidac

Kiedyś nauczono mnie aby reagować na wszelkie rodzaje przemocy.
Przechodziłam różne fazy rozwoju.
Szłam do przodu, czasami cofałam się.
I chociaż nie zawsze byłam w porządku wobec siebie i innych, to otrząsnęłam się.
A teraz tym bardziej jestem wrażliwa i reaguję.



Hejt jest pewną formą przemocy słownej. Słowa które dotykają człowieka potrafią być jak zadawane ciosy nożem w plecy.




 Żyjemy w trudnych czasach - ale czy te wcześniejsze był lepsze? Każde miały swoją specyfikę trudności. Pewnych zjawisk już nie ma a w ich miejsce występują kolejne, nowe. I tak w czasach dostępu do globalnego internetu rozwinęło się zjawisko hejtu w sieci. Przemoc słowna, obraźliwe określenia, zniewaga, oskarżanie, wyśmiewanie... z życia realnego przeniosła się do wirtualnego. Spotykamy się z hejtem nagminnie: w bliskim i dalszym otoczeniu. W rodzinie, wśród znajomych, współpracowników i osób postronnych. Hejt spotykamy również w gabinetach lekarskich, na SORach, w pogotowiach - wśród personelu medycznego i co najbardziej nie zrozumiałe - wśród innych chorujących kobiet. 

Wydawałoby się, że o ile dla osób postronnych nasza choroba może być czymś niezrozumiałym, czymś nie do pojęcia, nie do ogarnięcia. Tak wśród personelu medycznego i innych chorych jest to okrutne i wręcz absurdalne!




NIE WYGLĄDASZ NA CHORĄ 

Jesteśmy oceniane przez pryzmat naszego wyglądu. Jest cały szereg bardzo uciążliwych chorób, które są niewidzialne gołym okiem m.in.: Stwardnienie Rozsiane, Mukowiscydoza, Borelioza, Reumatoidalne Zapalenie Stawów, Insulinooporność, Cukrzyca, Hashimoto czy właśnie Endometrioza. Choroby, które w ciszy sieją spustoszenie w organizmie. Choroby, które potrafią człowieka wykańczać fizycznie i psychicznie. Depresja to choroba śmiertelna i też niewidzialna gołym okiem! 

Mijasz na placu zabaw biegające dzieci - czy jesteś w stanie określić ich stan zdrowia?
Mijasz na ulicy piękną, zadbaną kobietę - czy jesteś w stanie postawić diagnozę jej zdrowia?

Widzisz zdjęcia w internecie pięknej kobiety, która w dodatku się uśmiecha i opisuje swoje zmagania z chorobą i bólem - czy ten wygląd świadczy o tym, że kłamie i oszukuje wszystkich dookoła? 

Kiedy po raz kolejny zostałam obrzucona błotem i ktoś napisał mi, że oszukuję wszystkich dookoła ponieważ nie wyglądam na chorą coś we mnie pękło. To co? Mam wypisać sobie chorobę na twarzy? Tak też zrobiłam, pod wpływem impulsu napisałam czarną kredką ENDOMETRIOZA IV st. BÓL. Co z tego, że udostępniam fragmenty dokumentacji medycznej? Co z tego, że podczas okresu zbiórki pieniędzy na operację - każdy miał dostęp do tej dokumentacji, którą również nosiłam ze sobą przez cały czas? W sieci i za naszymi plecami każdy czuje się silny, mocny i wydaje mu się, że może wszystko, więcej niż w życiu realnym! A to nieprawda! 

Przecież to jest jasne, że żadna z nas nie wytatuuje sobie na czole nazwy choroby i nie obwiesi się banerami. Nie jestem ze stali, można puścić mimo uszu wszelkie przytyki i hejty ale wszystko jest do czasu. Czy ze względu na chorobę mam przestać dbać o siebie? Mam położyć się do łóżka i czekać na śmierć? Czy moje dziecko i mąż mają patrzeć na kogoś kto żyje tylko i wyłącznie chorobą i nic poza tym nie robi? Czy wreszcie - mam być ponad to i żyć mimo wszystko? 

Za wszelką cenę staramy się żyć i funkcjonować NORMALNIE. Nawet jeśli tej normalności nie odczuwamy, to każdego dnia zakładamy maski na twarze i uśmiechamy się pomimo cierpienia jakie znosimy. 

Osoby, które od dawna szkalują mnie w sieci, na swoich zdjęciach też nie mają choroby wypisanej na twarzy. One także się uśmiechają i pokazują, że są zadbane. Jakim więc prawem oceniają mnie? 

KOBIETA KOBIECIE WILKIEM 

Nieustanne porównywanie swoich objawów, lokalizacji zmian chorobowych i odczuwalnego bólu. Licytacje, która ma gorzej a która lepiej. Ocenianie decyzji o metodach leczenia. Wylewanie frustracji, bo któraś operuje się prywatnie a tej drugiej nie stać. 

Ja także przechodziłam ten etap. Bywałam nieprzyjemna wobec innych chorych. Nie będę się z tego tłumaczyć. Dziękuję sobie i pewnemu gronu wspaniałych osób - które pomogły mi wyjść z tego etapu. Wciąż znajdują się osoby, które mi to wypominają, usiłują wracać do tego jaka byłam i dalej mnie oceniać i oskarżać. Unikam takich dyskusji i blokuję takie osoby - a to bardzo boli. Mam świadomość popełnianych błędów i doprawdy - nie musisz mnie wciąż za to jebać. Ponieważ w przeciwieństwie do takich osób, potrafię się przyznać, że długie przeciągające się cierpienie odcisnęło mocne piętno na mojej osobowości. Dzisiaj uważam, że byłam tak zatracona w chorobie i bólu, że całkowicie nie byłam sobą. 

Ale czy choroba, nieustanny ból i cierpienie daje komukolwiek prawo aby wylewać swoje żale i frustracje na innych? Nie! Ja także nie miałam takiego prawa i inni też go nie mają. Każdy dorosły, dojrzały człowiek powinien panować nad tym jak jego emocje wpływają na dane zachowania. To wymaga pracy nad sobą - ja pracuję nad sobą cały czas. 

Kiedyś wydawało mi się, że skoro hormony szkodzą mnie, to każda kobieta z endo nie powinna ich stosować. I tak doskonale pamiętam jak się wtedy wypowiadałam. Na szczęście po czasie doszłam do innych wniosków i przestałam to robić. Pootwierały mi się klapki na oczach. Dzisiaj mam inne podejście do tematu. Potem tak bardzo skupiłam się na wyszukiwaniu metod leczenia dla siebie, że odcięłam się od grona endo kobiet. Natomiast dzieliłam się tym co znalazłam.

Wielokrotnie byłam wystawiana na pośmiewisko, ocenienie i krytykowanie. Ale ciężka praca się opłaciła. Wbrew temu co twierdzili lekarze, potrafiłam odnosić sukcesy z moją zaawansowaną endometriozą czy wierzyli w to czy nie. 

Jednak ciężko było trafić na dobrą grupę wsparcia. Kiedy ponad 3 lata temu zaczynałam stosować dietę przy endometriozie byłam jedną z nielicznych! Informacji o diecie było jak na lekarstwo - dzisiaj jest to temat powszedni a dostęp do wiedzy powszechny. Niektóre osoby oskarżają mnie do dzisiaj, że sprzedawałam "swoją" dietę mimo, że nigdy tego nie robiłam. A ja po prostu dzielę się tym, co jest powszechnie dostępne. 

Te wszystkie słowa byłyby zupełnie niepotrzebne. Gdybyśmy mogły być dla siebie wsparciem i zamiast rywalizować - dzielić doświadczeniem. 

Wiem, jak długie cierpienie i ból potrafią odbierać zdolność do jasnego i logicznego myślenia. Ale czy to oznacza, że cierpiąc mamy prawo obrażać innych, tylko dlatego że starają się żyć w zgodzie ze sobą i z chorobą? Nie. 

Niektórym się wydaje, że jeśli jestem osobą która udziela się publicznie i społecznie - to mają prawo wyrazić własne zdanie na mój temat, które niekoniecznie musi być mi przychylne. - Nie interesuje mnie Twoje inne zdanie. Uważam, że nie musisz się z nim do mnie zwracać, bo niczego to nie zmieni. Tak jak nie musi się Tobie podobać to co robię tak Ty nie musisz obserwować moich poczynań i śledzić moich wpisów. 

Czasem się zastanawiam, skąd tacy ludzie biorą czas i energię na to aby obrażać innych. Zamiast zająć się swoim stylem, trybem życia a przede wszystkim - własnym zdrowiem. 

Polskie prawo ma zawarte paragrafy na zniewagę i szkalowanie drugiej osoby - nawet w sieci, w mediach społecznościowych i pod fałszywymi kontami.

PODSUMOWANIE 

Dzięki akcji #chorobyniewidac uruchomiłam całą machinę problemu, który nie dotyczy tylko mnie samej. Dostałam mnóstwo zdjęć i wiadomości, od kobiet które solidaryzują się ze mną i pokazują jak poważny jest to problem. Stworzyłyśmy też pewnego rodzaju grupę wsparcia i zrozumienia wobec siebie. Pomimo dalszych nieprzychylnych komentarzy, wsparcie okazało się miażdżące i napływa cały czas. Udało się na chwilę zrzucić maski i pokazać, że milczeniem więcej nie zgadzamy się na takie traktowanie.



O akcji również przeczytacie:

natemat.pl

chcemybycrodzicami

hellozdrowie.pl




Komentarze

  1. To prawda - patrząc na drugiego człowieka nie wiemy co ma w glowie ani w organizmie nie tak. Nie wolno nikogo oceniać. Jedak tak wiele osób o tym nie pamięta dlatego ja ignoruje hejciarzy wszedzie: i w necie i w realu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga