Brak wdzięczności

Niskie poczucie własnej wartości to jedno,
Trudne doświadczenia życiowe to drugie,
A co z odczuwaniem wdzięczności?
A raczej jej brakiem?



Co czujesz na początku i koniec każdego dnia? Kluczowe pytanie dotyczy tematu: czy odczuwasz wdzięczność. Wdzięczność do swojego życia, otaczających osób, swojej codzienności, do całego świata. 

Trudne doświadczenia z dzieciństwa, np. wychowując się w rodzinie dysfunkcyjnej, z problemem uzależnienia ze strony rodzica lub rodziców, jako osoba dorosła: co czujesz do swoich rodziców? Dzieciństwo w takim układzie niesie za sobą szereg negatywnych emocji i uczuć. Łącznie z dylematem piekła: "Boże, po co ja się urodziłam/urodziłem?" "Dlaczego jestem w takiej rodzinie?". Brak zaspokojonych potrzeb fizycznych i emocjonalnych, stanowi ogromne obciążenie psychiczne w dorosłym życiu. Absurdem więc wydaje się poczucie wdzięczności do własnych rodziców, jeśli nosimy w sobie poczucie krzywdy.

Zdjęcie


Polskie społeczeństwo nie jest skłonne do odczuwania wdzięczności, do wybaczania urazów i krzywd a co za tym idzie, do szacunku wobec wszystkich ludzi. W komórkach naszych organizmów, mamy zapis programu walki. Nasi przodkowie walczyli dla nas, w wojnach, konfliktach o wolny kraj. Posiadamy szereg wspólnych cech, charakterystycznych tylko i wyłącznie dla nas, w tym właśnie położeniu geograficznym. Mamy więc ogromne skłonności do narzekania, a co za tym idzie do pielęgnacji negatywnych emocji i uczuć. 

zdjęcie
To wszystko ma znaczący wpływ na to co się dzieje tu i teraz. Nasze nastawienie do otoczenia i świata jest dokładnym odbiciem, nastawienia otoczenia i świata do nas. Jeśli więc nie lubimy naszego życia, ciągle narzekamy jak jest nam źle, to nie robimy nic innego, jak właśnie pielęgnujemy to w sobie, umacniając jednocześnie ten stan. Jeśli powtarzamy na głos, że mamy złą pracę, narzekamy na otaczających nas ludzi, że są źli - to dokładnie umacniamy te uczucia, tym samym wciąż utrzymując je na tym samym poziomie. Narzekamy, że nic "się" nie zmienia w naszym życiu na lepsze? A jak ma się zmienić, jeśli nasze nastawienie jest wrogie, to taką samą wrogość otrzymujemy w zmian. 

Doskonale wiem, jak trudno jest zmienić swoje nawyki, przyzwyczajenia tym bardziej, jeśli otrzymaliśmy je w spadku po naszych przodkach. Wydawałoby się, że nie mamy na nie wpływu - miał tak ojciec, matka, babcia, dziadek itd. I wcale to nie oznacza, że się nie da czegoś zmienić! 

Nasze geny i komórki w organizmie, stanowią nośniki programów naszych przodków. To czy zostaną one uaktywnione w naszym życiu, w głównej mierze zależy od nas samych. Jest jednak pewien haczyk. Te programy możemy uruchamiać całkowicie nieświadomie, nie zdając sobie z tego sprawy. Podam prosty przykład: zaszłam w ciążę mając 23 lata, urodziłam mając 24 lata. Po ciąży i porodzie nastąpiła totalna blokada mojego ciała, na kolejną ciążę. Niepłodność wtórna, lub blokada - nie ma znaczenia jakiego określenia użyjemy. Z jakiegoś powodu, moje ciało nie jest w stanie przyjąć nowego życia. Teraz wiem, że w moim przypadku ciąża i poród uruchomiła pewne programy, które doświadczyły kobiety w moim rodzie. Moje ciało wciąż wysyła sygnał: nie chcesz ciąży ani dziecka. Potrzebowałam wielu miesięcy, trudnej, mozolnej pracy aby to sobie uświadomić i zaakceptować. 

Nie mogę też stwierdzić, że moje dotychczasowe życie polegało na odczuwaniu i pielęgnacji w sobie wdzięczności. Wręcz przeciwnie. I chociaż moja świadomość wciąż staje się coraz większa i bogatsza, to nie oznacza to, że wszystko idzie mi jak z płatka. Mam w sobie wciąż nieco buntu i wrogiego nastawienia do niektórych osób. I za cholerę nie jestem w stanie się z tego wyzwolić. Chociaż bardzo by mi to pomogło w drodze do zdrowia i nie tylko. 

A jednak w ostatnim czasie spotkałam na swojej drodze kilka bardzo mądrych ludzi. Którzy będąc dla siebie zupełnie obcymi osobami, powiedziały mi dokładnie to samo: jesteśmy stworzeni do miłości. Zamiast narzekać, powinniśmy cieszyć się tym co mamy, być wdzięczni naszym rodzicom za sam fakt, że istniejemy - bo dali nam życie, które jest najcenniejszym darem. Nieważne jakimi byli ludźmi, sam fakt stworzenia nas jest wystarczający do tego aby być im wdzięcznym, do końca naszego życia. Nie skupiając się na pozostałych aspektach.

zdjęcie

Jak dojść do tej wdzięczności? Najpierw warto oczyścić siebie z wszelkich, niewyrażonych emocji. Z tego co w nas "siedzi" i co pielęgnujemy każdego dnia. Taki detoks psychiki a przede wszystkim duszy. Wyrzucenie z siebie całego ciężaru, to początek. Powiedzmy, że chodzi o pewną wymianę. Coś na zasadzie gąbki, która jest brudna i nie może swobodnie oddychać: najpierw musimy ją wypłukać. Samo wypowiedzenie na głos, stanowi ważną część wyzwolenia. Jeśli dostatecznie wyczerpiemy wszystkie "zapasy" negatywów, możemy liczyć na spadek formy i wyczerpanie. Wszak po takim wysiłku ważna jest regeneracja i odpoczynek, wyciszenie. Potem jest czas na akceptację, wybaczenie i naukę wdzięczności. Przepis wydaje się banalny ale do prostych nie należy. Może nam się  wydawać, że już wyczerpaliśmy wszelkie rezerwy niewyrażonych emocji i uczuć, a tymczasem po jednym czyszczeniu nadchodzi potrzeba kolejnego. Doświadczyłam i wciąż doświadczam tego schematu. Mogę śmiało stwierdzić, że od wielu miesięcy biorę czynny udział w maratonie, którego celem jest oczyszczenie swojej duszy i psychiki. Ponieważ staram się działać bez pośpiechu, cały proces jest rozłożony w czasie. Teraz wiem o tym bardzo dobrze, że nie wycofam się z udziału w tym powolnym maratonie. A ponieważ nie chcę już biec, nie mam wyznaczonej mety. 

Sukcesem całego procesu jest rosnąca samoświadomość, fakt że nie odczuwam już tak wielu negatywnych emocji i uczuć. Tak samo rośnie we mnie poziom akceptacji - choćby doświadczeń z przeszłości. Na wielu poziomach osiągnęłam stan wybaczenia i wdzięczności. Dostrzegam promienie słońca, łapię dobre chwilę nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko wali się na głowę. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga